Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DOBRY
- yamaha
- Genius Loci
- Posty: 23442
- Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
- Płeć: F
- Skąd: France
No i jestesmy z powrotem !
Podroz minela bardzo spokojnie, Missy troszke sie niecierpliwila, ale calkiem dobrze zniosla samochod.
Natomiast "zaprzyjaznianie" z Choupette skonczylo sie na 10 sekundowej bitwie na lozku
Jak tylko dojechalismy, Missy postawilismy w jej transporterku w pokoju, zeby sie dziewczyny spokojnie obwachaly. Choupette podeszla, poniuchala i poszla sobie na dwor (ona wychodzi do ogrodu). Pomyslelismy : dobry znak, nie bedzie klopotu, wiec wypuscilismy Missy. Po powrocie Choupette do domu, Missy "ciekawska" chciala ja podejsc powachac..... no a Pani Choupette chyba nie przypadlo do gustu, ze jakis czterolap chce sie do niej we wlasnym domu zblizyc. Dziewczyny sie na siebie rzucily, wskoczyly w kotlochu na lozko i trzeba je bylo natychmiast rozdzielic (Choupette stracila troche siersci w tej "blyskawicznej" bitwie). Missy szybciutko schowala sie pod lozko w innym pokoju, troche przestraszona, Choupette poprychala (nawet na tescia....) no i na tym sie przyjazn skonczyla.
Jak w sobote po poludniu chcielismy sprobowac je "zblizyc" (przez szybe w drzwiach na poczatku), to Choupette strasznie prychala, a Missy to sie tak najezyla, ze wygladala bardziej jak duzy jez niz jak kot.
Wiec prob poprzestalismy, trudno
Missi spedzila week-end na parterze domu (gdzie jest nasz pokoj), a Choupette na gorze.
(Missy bardzo dobrze nowy pokoj zniosla, jadla, pila, bawila sie i spokojnie spala)
Tak sie zastanawiamy, czy nie latwiej by bylo, gdyby tu Choupette przyjechala do nas, bo u niej, bedac sama od 5 lat, moze "bronila swojego terytorium"...
Missy nie byla "wroga", no ale oczywiscie sie przestaszyla.
Troche nam smutno, ze tak sie to skonczylo, myslelismy, ze dziewczyny sie zakumpluja.....
Podroz minela bardzo spokojnie, Missy troszke sie niecierpliwila, ale calkiem dobrze zniosla samochod.
Natomiast "zaprzyjaznianie" z Choupette skonczylo sie na 10 sekundowej bitwie na lozku
Jak tylko dojechalismy, Missy postawilismy w jej transporterku w pokoju, zeby sie dziewczyny spokojnie obwachaly. Choupette podeszla, poniuchala i poszla sobie na dwor (ona wychodzi do ogrodu). Pomyslelismy : dobry znak, nie bedzie klopotu, wiec wypuscilismy Missy. Po powrocie Choupette do domu, Missy "ciekawska" chciala ja podejsc powachac..... no a Pani Choupette chyba nie przypadlo do gustu, ze jakis czterolap chce sie do niej we wlasnym domu zblizyc. Dziewczyny sie na siebie rzucily, wskoczyly w kotlochu na lozko i trzeba je bylo natychmiast rozdzielic (Choupette stracila troche siersci w tej "blyskawicznej" bitwie). Missy szybciutko schowala sie pod lozko w innym pokoju, troche przestraszona, Choupette poprychala (nawet na tescia....) no i na tym sie przyjazn skonczyla.
Jak w sobote po poludniu chcielismy sprobowac je "zblizyc" (przez szybe w drzwiach na poczatku), to Choupette strasznie prychala, a Missy to sie tak najezyla, ze wygladala bardziej jak duzy jez niz jak kot.
Wiec prob poprzestalismy, trudno
Missi spedzila week-end na parterze domu (gdzie jest nasz pokoj), a Choupette na gorze.
Tak sie zastanawiamy, czy nie latwiej by bylo, gdyby tu Choupette przyjechala do nas, bo u niej, bedac sama od 5 lat, moze "bronila swojego terytorium"...
Missy nie byla "wroga", no ale oczywiscie sie przestaszyla.
Troche nam smutno, ze tak sie to skonczylo, myslelismy, ze dziewczyny sie zakumpluja.....
- Miss_Monroe
- Moderator
- Posty: 6546
- Rejestracja: 24 lut 2012, 11:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa/NY
- yamaha
- Genius Loci
- Posty: 23442
- Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
- Płeć: F
- Skąd: France
- Miss_Monroe
- Moderator
- Posty: 6546
- Rejestracja: 24 lut 2012, 11:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa/NY
Każda będzie miała "własne" terytorium nie zakłócane przez drugąyamaha pisze:Bo jak tesciowie jada na wakacje, to nam Choupette przywoza...
Ale nic to, najwyzej bedzie tak jak u nich : Missy bedzie urzedowac na gorze, a Choupette na dole (i tak Missy prawie nigdny nie schodzi, wiec jej nie bedzie "zal" zamknietych drzwi na schody!)
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
ojejku ... no słyszałam, że początki wcale nie są łatwe ....
ja też już się boję ... na przyjazd dziewczynki biorę tydzień urlopu aby nad nimi czuwać ...
może faktycznie u Was w domu byłoby łatwiej .... ale też się na tym nie znam ...
hm .... może ja też wezmę chłopaka i dziewczynę do naszej letniej miejscówki i tam oboje nie będą czuć się tak pewnie i może szybciej się zaczną tolerować ... tam też jest dużo więcej miejsca do oddzielenia kotów ....
dałaś mi do myślenia ....
a więc ze wspólnych zdjęć nici ....
wrzucaj w takim razie Missy ... już się za nią stęskniłam ....
ja też już się boję ... na przyjazd dziewczynki biorę tydzień urlopu aby nad nimi czuwać ...
może faktycznie u Was w domu byłoby łatwiej .... ale też się na tym nie znam ...
hm .... może ja też wezmę chłopaka i dziewczynę do naszej letniej miejscówki i tam oboje nie będą czuć się tak pewnie i może szybciej się zaczną tolerować ... tam też jest dużo więcej miejsca do oddzielenia kotów ....
dałaś mi do myślenia ....
a więc ze wspólnych zdjęć nici ....
wrzucaj w takim razie Missy ... już się za nią stęskniłam ....
- Julcik
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2483
- Rejestracja: 24 lis 2011, 21:48
- Hodowla: ClarusCattus*PL
- Płeć: k
- Skąd: Gdańsk
- Kontakt:
Jeszcze wrócę do czesania....
Tak mi się przypomniało. Że jak Avari nie chciał na rękach siedzieć w swojej "pozycji wystawowej" to ja go brałam na ręce i za każdym razem dawałam po takich specjalnych witaminkach. Fakt, że mieliśmy problemy z wymiotami u niego i te tabletki były też w formie suplementów to raz lub dwa razy dziennie brałam go na ręce trzymałam tak jak na wystawie, puszczałam kiedy widziałam, że ma dość i nagradzałam właśnie tą witaminką. Teraz jak Avari słyszy potrząsanie bluteleczką to biegnie od razu ustawia się pod nogi a na rękach siedzi długo i z chęcią
Tak mi się przypomniało. Że jak Avari nie chciał na rękach siedzieć w swojej "pozycji wystawowej" to ja go brałam na ręce i za każdym razem dawałam po takich specjalnych witaminkach. Fakt, że mieliśmy problemy z wymiotami u niego i te tabletki były też w formie suplementów to raz lub dwa razy dziennie brałam go na ręce trzymałam tak jak na wystawie, puszczałam kiedy widziałam, że ma dość i nagradzałam właśnie tą witaminką. Teraz jak Avari słyszy potrząsanie bluteleczką to biegnie od razu ustawia się pod nogi a na rękach siedzi długo i z chęcią
- yamaha
- Genius Loci
- Posty: 23442
- Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
- Płeć: F
- Skąd: France
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
też o tym myślałam .... zresztą tam Bronek też się już czuje jak u siebie...yamaha pisze:Fotek wrzucic nie moge, moje kochanie cos tam kombinuje z komputerem, beda jutro !
Co do Twojej kici, margi -> no moze nie bedzie tak zle, zobaczysz....
Co do wyjazdu z domu z oboma kotkami : mysle, ze pomysl jest kiepski, bo "mala" bedzie sie musiala do 2 nowych miejsc przyzwyczajac....
no dobra .... <mrgreen> poczekam na zdjęcia do jutra ... dopiero pod wieczór będę na kompie ... <zły> ale za to zdjęcia na 100% już będą ... <mrgreen>
co do nagród to faktycznie kocisławy je uwielbiają .... jest to zawsze pomysł na zachętę .... <lol>