Na początku, kiedy trafiła do mnie Kiciura, próbowałam 2 żwirki - Golden Grey i drewniany (chyba coś Pinią nie pamiętam dobrze nazwy). Żadnego z nich nie polecam bo:
a) mój kot ma długie włosy w łapkach co nawet przy wycieraczkach, chodniczkach kończyło się na tym, że żwirek był wszędzie.
b) Golden Grey - nie można spłukać, w związku z tym tworzyłam małe bombki biologiczne

c) zapach - niestety, nawet przy regularnym usuwaniu siusków był zapaszek w łazience.
Kolega polecił mi natomiast żwirek silikonowy Versele Laga Silica - jedyny minus jest taki, że jak kot wchodzi do kuwety, to jest odgłos jakby chodził po potłuczonym szkle i jak zaczyna grzebać, to się strasznie tłucze (kuweta zadaszona). Ale żwirek się nie roznosi, można kulki spłukać i zapaszek nie jest straszny. Mały też się przyzwyczaił.
Natomiast ostatnio zachciało mi się eksperymentu i zakupiłam 14 litrów hamerykańskiego ekologicznego żwirku Purr Simple - i to jest totalna masakraaaa. Żwirek wygląda jak czarna ziemia, roznosi się wszędzie, nie wchłania dobrze siusków i brzydko pachnie, takie połączenie pruchna, czegoś kwaśnego i siusków- błee. Jedyny plus taki, że można to wrzucić do toalety.