Franek, Leon i Tosia
- truda
- Posty: 93
- Rejestracja: 25 lis 2008, 12:21
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
- Ania i Krzyś
- Posty: 362
- Rejestracja: 23 lis 2008, 22:01
- Kontakt:
Dziękujemy wszystkim za kciukanie. Niestety na razie nie zwalniamy was z tej czynności, gdyż na froncie dalej niepewnie.
Ku naszemu zdziwieniu Tośka bardzo oswoiła Leośka i powolutku zaczynają się do siebie zbliżać. Nie dziwią nas już ich spotkania nos w nos. Co prawda zdarzy się ciągle coś palnąć naszej niewydarzonej dziewczynie – np. Lea w ogon, po czym ten strasznie się irytuje, jednak do łapoczynów nie dochodzi. Oczywiście dalej jest baczna obserwacja i skromny limit zaufania z obu stron, ale uważamy to za wielki krok na drodze do ocieplenia stosunków.
2 noce temu, natomiast, miedzy Franuśkiem i panem L. doszło do zwarcia (wspominaliśmy już o tym na blogu). Atak, Leona tym razem, bardzo wystraszył Frankiego, co doprowadziło relacje miedzy nimi do stanu, jaki był na samym początku.
Sami, więc widzicie, że musimy dać kotom (szczególnie chłopaczkom) więcej czasu na dogadanie się.
Poza tym, Leon wyprawia sobie nocne wędrówki po mieszkaniu, z ominięciem wypełnionej kotami sypialni. Z dnia na dzień pozwalamy sobie na coraz większą śmiałość wobec niego. Ciągle jednak i my i on nie czujemy się pewnie. Nie znamy go do końca i wiemy, że możemy nie przewidzieć jego reakcji. Na pewno miał kontakt z ludźmi bo jest bardzo opanowany, spokojny i pozwala nam bardzo wiele przy sobie zrobić.
Ale proszę uwierzyć, że my sami jesteśmy zaskoczeni tą decyzją.
…zaczynaliśmy już szukać hodowli, z której mieliśmy wziąć trzeciego…
…brytusia; kremaczka, albo czekoladkę. A tu „masz babo placek”… Po wszystkim plan jest taki, że odnośnie kocambrów nic już planować nie będziemy, bo zawsze wszystko wychodzi jak chce…
Na razie czekamy do piątku. W piątek spotkamy się z „szefową” kotkowa i wspólnie wybierzemy się do weterynarza na oględziny. Prosimy, więc o cierpliwość do tego dnia. Napiszemy niezwłocznie, czego się dowiedzieliśmy.
Mamy też zamiar poprosić o pomoc w obcięciu sierściuszków Leona. Nie poradzimy sobie, bowiem z tym sami i koteczka najprawdopodobniej będzie trzeba spacyfikować farmakologicznie (albo znieczuleniem ogólnym, albo środkami uspokajającymi). Leonek ma kilka miejsc gdzie okrywa włosowa sfilcowana jest przy samej skórze na dużej powierzchni. Po spacyfikowaniu mamy zamiar ogolić go do samej skóry. Będziemy mieli przez jakiś czas ładnego, długowłosego devon rex podobnego rudaska
Obstrzyżenie Leona jest w tej chwili jednym z priorytetów. Jesteśmy pewni, ze po tym miziak będzie wiele spokojniejszy. Dowody tego mamy już teraz obcinając futerko powolutku nożyczkami. Jest to jednak żmudna praca, która nie bardzo przypada do gustu głównemu zainteresowanemu. Poza tym boimy się ciągle, ze poruszy się w trakcie cięcia i nieumyślnie go uszkodzimy.
Na zakończenie kilka zdjęć.
Stosunki męsko-męskie
Nasz Brysiu, bo dawno go już nie było…
Trochę mu się rozrosło. Czyż nie?

Ku naszemu zdziwieniu Tośka bardzo oswoiła Leośka i powolutku zaczynają się do siebie zbliżać. Nie dziwią nas już ich spotkania nos w nos. Co prawda zdarzy się ciągle coś palnąć naszej niewydarzonej dziewczynie – np. Lea w ogon, po czym ten strasznie się irytuje, jednak do łapoczynów nie dochodzi. Oczywiście dalej jest baczna obserwacja i skromny limit zaufania z obu stron, ale uważamy to za wielki krok na drodze do ocieplenia stosunków.
2 noce temu, natomiast, miedzy Franuśkiem i panem L. doszło do zwarcia (wspominaliśmy już o tym na blogu). Atak, Leona tym razem, bardzo wystraszył Frankiego, co doprowadziło relacje miedzy nimi do stanu, jaki był na samym początku.
Sami, więc widzicie, że musimy dać kotom (szczególnie chłopaczkom) więcej czasu na dogadanie się.
Poza tym, Leon wyprawia sobie nocne wędrówki po mieszkaniu, z ominięciem wypełnionej kotami sypialni. Z dnia na dzień pozwalamy sobie na coraz większą śmiałość wobec niego. Ciągle jednak i my i on nie czujemy się pewnie. Nie znamy go do końca i wiemy, że możemy nie przewidzieć jego reakcji. Na pewno miał kontakt z ludźmi bo jest bardzo opanowany, spokojny i pozwala nam bardzo wiele przy sobie zrobić.
Wierzymytruda pisze:Może mi nie uwierzycie, ale chyba specjalnie mnie nie zaskoczyliście Waszą decyzją bo coś mi się wydaje, że to już postanowione.
Ale proszę uwierzyć, że my sami jesteśmy zaskoczeni tą decyzją.
…zaczynaliśmy już szukać hodowli, z której mieliśmy wziąć trzeciego…
…brytusia; kremaczka, albo czekoladkę. A tu „masz babo placek”… Po wszystkim plan jest taki, że odnośnie kocambrów nic już planować nie będziemy, bo zawsze wszystko wychodzi jak chce…
W sumie nic… Pominąwszy to, że wczoraj Leonowi zsunął się opatrunek i niestety znowu otarł sobie część tego, co już było wygojone. Wiemy też, że kocurek jednak ma czucie w łapeczce. Na pewno sporo osłabione, ale jest.Mago pisze:Co z łapką?
Na razie czekamy do piątku. W piątek spotkamy się z „szefową” kotkowa i wspólnie wybierzemy się do weterynarza na oględziny. Prosimy, więc o cierpliwość do tego dnia. Napiszemy niezwłocznie, czego się dowiedzieliśmy.
Mamy też zamiar poprosić o pomoc w obcięciu sierściuszków Leona. Nie poradzimy sobie, bowiem z tym sami i koteczka najprawdopodobniej będzie trzeba spacyfikować farmakologicznie (albo znieczuleniem ogólnym, albo środkami uspokajającymi). Leonek ma kilka miejsc gdzie okrywa włosowa sfilcowana jest przy samej skórze na dużej powierzchni. Po spacyfikowaniu mamy zamiar ogolić go do samej skóry. Będziemy mieli przez jakiś czas ładnego, długowłosego devon rex podobnego rudaska
Obstrzyżenie Leona jest w tej chwili jednym z priorytetów. Jesteśmy pewni, ze po tym miziak będzie wiele spokojniejszy. Dowody tego mamy już teraz obcinając futerko powolutku nożyczkami. Jest to jednak żmudna praca, która nie bardzo przypada do gustu głównemu zainteresowanemu. Poza tym boimy się ciągle, ze poruszy się w trakcie cięcia i nieumyślnie go uszkodzimy.
Na zakończenie kilka zdjęć.
Stosunki męsko-męskie
Nasz Brysiu, bo dawno go już nie było…

- Maria
- Posty: 183
- Rejestracja: 04 gru 2008, 08:46
- Jo`Ann
- Posty: 108
- Rejestracja: 24 lis 2008, 09:43
Chester kilka razy miał sfilcowane przy samej skórze włosy - teraz wiem, że uważać muszę latem, bo zimą coś takiego w ogóle nie ma miejsca - nie dałam rady sama tego rozczesać ani grzebieniem, ani filcakiem, ani szczotkami i musiałam poprosić o pomoc weta. Chester był spacyfikowany takim środkiem, który go uśpił tylko na czas zabiegu i potem drugi momentalnie wybudził (czyli dostał zastrzyk usypiający i wybudzający). Tłumaczono mi, że to środek używany np. przy znieczulaniu do zabiegów niemowlaków - nie(lub mało) inwazyjny. Nie ma sensu męczyć go metodami domowymi - może się do Was zniechęcić jeśli go będzie bolałoAnia i Krzyś pisze: Mamy też zamiar poprosić o pomoc w obcięciu sierściuszków Leona. Nie poradzimy sobie, bowiem z tym sami i koteczka najprawdopodobniej będzie trzeba spacyfikować farmakologicznie (albo znieczuleniem ogólnym, albo środkami uspokajającymi). Leonek ma kilka miejsc gdzie okrywa włosowa sfilcowana jest przy samej skórze na dużej powierzchni. Po spacyfikowaniu mamy zamiar ogolić go do samej skóry. Będziemy mieli przez jakiś czas ładnego, długowłosego devon rex podobnego rudaska
Obstrzyżenie Leona jest w tej chwili jednym z priorytetów. Jesteśmy pewni, ze po tym miziak będzie wiele spokojniejszy. Dowody tego mamy już teraz obcinając futerko powolutku nożyczkami. Jest to jednak żmudna praca, która nie bardzo przypada do gustu głównemu zainteresowanemu. Poza tym boimy się ciągle, ze poruszy się w trakcie cięcia i nieumyślnie go uszkodzimy.
Nadal kciukamy za Leona, a Franio jest ogromniasto prześliczny!!!
- Ania i Krzyś
- Posty: 362
- Rejestracja: 23 lis 2008, 22:01
- Kontakt:
O to chodzi. Wolimy obciąć mu włosy do skóry. Teraz nie możemy nawet jej obejrzeć, bo na praktycznie 3/4 kociego ciałka pokryta jest niemożliwym do przejścia brudnym zlepkiem. Nie mamy, więc pojęcia jak wygląda skóra i czy oby na pewno jest zdrowa. Poza tym, jak już wyżej piszemy, "dredy" zajmują tak dużą powierzchnię, że nie ma sensu się bawić. "Opatolimy" więc na szybko wszystko.Jo`Ann pisze:Nasz weterynarz miał kiedyś pomysł żeby Chestera obciąć do gołej skóry żeby pozwolić włosom odrosnąć - podobno takie odrośnięte już się nie filcują - na całe szczęście druga wetka, która zawsze zajmuje się cudownie naszym puchaczem nie pozwoliła na to bez naszej zgody i delikatnie wycięła tych kilka dredów kotkowi - ja bym chyba podała do sądu, albo uszkodziła w napadzie szału tego faceta jakby mi kota ogolił na łyso bez żadnych wskazań zdrowotnych i bez konsultacji z nami, ale na szczęście to była tylko taka "idea". W Waszym przypadku to jak najbardziej uzasadnione.
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
- Ania i Krzyś
- Posty: 362
- Rejestracja: 23 lis 2008, 22:01
- Kontakt:
Właśnie wróciliśmy od weterynarzy. Dzika jak dzicz Tośka dostała szczepionę. Jest tak koszmarnie aktywna, że strach ją komuś pokazać. Dzięki uprzejmości Kotkowa mieliśmy dziś transport samochodowy (Dziękujemy!
) i Tośka śpiewała w obie strony z taką intensywnością, że częstotliwość jej oddechu urosła chyba do 300/min. Śpiewom towarzyszyło oczywiście demolowanie transportera łącznie z całkowicie bezskutecznym przegryzaniem prętów.
Wiemy jednak, że nie to Was interesuje, więc do sedna. Leonkowi obejrzano łapusię. Goi się całkiem nieźle (to wiedzieliśmy wcześniej). Na razie stanęło na tym, że łapka będzie leczona, a potem zobaczymy. Jeśli kot będzie sobie cyklicznie uszkadzał to miejsce, co może skutkować jakąś poważną infekcją (np. w wypadku, gdy „będzie sobie wykonywał okłady z kupy”, jak powiedziała nasza bardzo bezpośrednia pani doktor, za co ją ubóstwiamy) może być konieczna amputacja. Wiemy już, że czucia nie ma poniżej nadgarstka. Nie wiadomo jakiemu urazowi uległ Leo, ale wiadomo, że jego skutkiem było wywichnięcie nadgarstka. Uraz jest zadawniony i z łapą nic już się nie da zrobić.
Odnośnie strzyżenia - umówiliśmy się także na zastrzyk (Jo’ann – rzeczonego „głupiego Jasia”) po czym zabierzemy sobie kotula do domu do obróbki. Naszym zdaniem będzie to optymalne rozwiązanie. Po goleniu kocuruś zostanie wykąpany. Ogólnie rzecz biorąc – przejdzie „full serwis”
I to tyle. Przepraszamy, jeśli czekaliście na jakieś rewelacje i nie dostarczyliśmy Wam wrażeń. My się cieszymy, że rewelacji nie było i żyjemy tym, ze nie będzie.
Wiemy jednak, że nie to Was interesuje, więc do sedna. Leonkowi obejrzano łapusię. Goi się całkiem nieźle (to wiedzieliśmy wcześniej). Na razie stanęło na tym, że łapka będzie leczona, a potem zobaczymy. Jeśli kot będzie sobie cyklicznie uszkadzał to miejsce, co może skutkować jakąś poważną infekcją (np. w wypadku, gdy „będzie sobie wykonywał okłady z kupy”, jak powiedziała nasza bardzo bezpośrednia pani doktor, za co ją ubóstwiamy) może być konieczna amputacja. Wiemy już, że czucia nie ma poniżej nadgarstka. Nie wiadomo jakiemu urazowi uległ Leo, ale wiadomo, że jego skutkiem było wywichnięcie nadgarstka. Uraz jest zadawniony i z łapą nic już się nie da zrobić.
Odnośnie strzyżenia - umówiliśmy się także na zastrzyk (Jo’ann – rzeczonego „głupiego Jasia”) po czym zabierzemy sobie kotula do domu do obróbki. Naszym zdaniem będzie to optymalne rozwiązanie. Po goleniu kocuruś zostanie wykąpany. Ogólnie rzecz biorąc – przejdzie „full serwis”
I to tyle. Przepraszamy, jeśli czekaliście na jakieś rewelacje i nie dostarczyliśmy Wam wrażeń. My się cieszymy, że rewelacji nie było i żyjemy tym, ze nie będzie.
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:

