Chciałam napisać: "Loluś, trzymaj się chłopie, lżejszy=szybszy, więc PO też będzie super!", a tu muszę napisać: "Ewa, trzymaj się kobieto ... jutro też będziesz lżejsza jak spadnie Ci kamień z serca" :-)
Wobec tego za Was mocne <ok>
Ewuś, przecież wiadomo, że wszystko pójdzie tak jak trzeba :-)
Nie stresuj się, u kocurków to prosty zabieg :-)
<ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>
Lolek cierpiąc okrutnie przeżył noc bez jedzenia. O 1 w nocy demonstracyjnie położył się w miejscu, gdzie ZAWSZE była miseczka pełna pachnących chrupek. Wyglądał, jakby nie miał siły głowy podnieść, zawodził miaucząc (a raczej wyjąc) z głodem w oczach. Tż wziął go na ręce jak niemowlę (kot osłabiony to i chodzić nie mógł <lol> ), zaniósł do łóżka i położył. Lolek jak zwinna gazela przeskoczył przez pół łóżka i galopem do miseczek (cudowne ozdrowienie). Z tej rozpaczy chyba tam zasnął. O koncertach do nieistniejącej miseczki o 4 nad ranem nie wspomnę. Rano kot radośnie biegał po mnie w łóżku wołając: Pobudka, śniadanie, ŚNIADANIE, JEEEEEEEŚĆ!!!!
Od paru dni mocz w kuwecie jest dość intensywny, czyli decyzja w czasie. Nie wiem, czy ma to jakiś związek z zapachem siuśków, ale Lol przestał je zakopywać. A może to bunt młodzieńczy?
Dla mnie to też była udręka straszna, jak musiałam miśki głodzić przed kastracją. Żeby mi serce całkiem nie pękło to rano poszłam do sklepu i wróciłam dopiero jak był już też czas, żeby spakować kota i jechać do weta. Nie wiem, jak bym wytrzymała siedzieć w domu do godz. 11 i nie dać bryśkom jedzenia.