Pierwszy tydzień bez Lolka już za mną! Na szczęście ściągnęłąm rodziców z Poznania do opieki <lol> Lolek pokochał babcię, babcia pokochała Lolka, tydzień miałam spokojny, kot rozpieszczony, zabawy z babcią zaczynały się od 6 rano ciągnięciem tunelu pełnego Lolka. Ja chyba tych praktyk nie zastosuję. Do tego dowiedziałam się, że Loluś w sypialni lubi leżeć TYLKO na zielonym kocyku. Jest najzwyczajniej w świecie rozbestwiony i rozpuszczony przez dziadków.
Co do mojego urlopu to jestam na półmetku, dzisiaj na 1 dzień zjechaliśmy do Koszalina (rodzice muszą wrócić do Poznania) i jutro wracamy nad jezioro z Lolkiem. Próba adaptacji w nowym otoczeniu. Już się denerwuję, muszę kupić coś na kleszcze. Nie wiem co jeszcze będzie mi potrzebne... macie jakieś wnioski w waszych wypraw plenerowych?