Kochane Ciocie, witamy się z Wami po Świętach
Powiem Wam w tajemnicy, że te Świeta wcale nie były takie fajne.
Ten grubas, co miał przyjśc, albo zapomnial drogi, albo nie zmieścił sie w kominie <wsciekly>
Pancio przyniósł zielonego badyla, pomagałem mu jak moglem myśląc, że mój trud zostanie nagrodzony,
ale niestety, zielone habazie okazały się niejadalne, podobnie jak te światełka i dyndałki. Zero wdzięczności.
Pancia uwijała się jak w ukropie, szkoda tylko, ze nie z wędką w łapie, a w garach.
Nic nie dała popróbować, po kuchence chodzić, łapką w garnkach zamieszać
Zresztą, to też pewnie było niejadalne <strach>
A ja byłem taki grzeczny, siedziałem w kąciku i zaciskalem łapki zeby jej wszystko wyszło.
Kaycia w swoim bolidzie też pomagała jak mogła.
No a teraz powiedzcie Ciocie, wyprzystojniałem i zmęzniałem? Ten mój łobuzerski uśmiech i czar
No????? Przypatrzcie się jeszcze raz <mrgreen> Tutaj poważne spojrzenie 8-)
A z tej strony, no?? Ten wąs, wysokie czoło, zgrabny nos? <mrgreen>
Może bym poszedł na jakiego MisterCata, co?
No i zdradzę Wam jeszcze, ze bylem też troszkę niedobry <oops> Dla Kayci <oops>
No lubię ją, tylko wiecie, czasem jestem troszkę wyrywny i jak lezy to siadam jej na głowę <oops>
No, ale Kaycia chyba dalej mnie lubi, mam taką nadzieję, bo ja ją bardzo, tylko czasem dziwnie to okazuję <serce>
To byłem ja, Wasz swiąteczny Tyson :-)
Pozdrawiamy <santa1>