Jestem <mrgreen>
Sama nie wiem jak mogłam TO utrzymać w tajemnicy
Powiem Wam coś. Tylko ja, mój mąż i syn o tym wiedzą no i teraz Wy na forum.
Wiele razy siadałam do komputera i miałam Wam napisać o naszym dokoceniu, ale bałam się, że zapeszę....
Chociaż super jest jak wszyscy odliczają dni do przybycia kociaka.
Tak naprawdę, to nie czekałam na niego, aż tak bardzo długo, może jakieś dwa miesiące ? Zobaczyłam go, zakochałam się w nim. Potem praktyczna strona, odbiór w dobrym terminie, akurat wrócimy z Norwegii, będę miała czas przypilnować chłopaków. Bo mój malentasek to chłopak Ives. Do ferii zimowych i ewentualnego naszego wyjazdu, też jest jeszcze daleko. Ten termin wydawał mi się super na dokocenie

Psychicznie byłam gotowa na dokocenie od dawna. Kolorek też miałam swój wymarzony, o czym niektórzy wiedzą. Właściwie to miałam ukochane dwa kolory, ale Szopi pokazała mi kiedyś, dawno temu zdjęcie przepięknego kocura czarnego pręgowanego ( Ives jest jego synem ) i od tego momentu wiedziałam, że jeśli kiedyś będę mogła mieć drugiego kota to na pewno będzie to bri n 21 33. Pozostała ostatnia kwestia- mąż. Trzeba było mu uświadomić, że bardzo chce drugiego kota <lol> , ale jak widać dałam radę <gwiżdże> .
Pierwszego dnia czyli przedwczoraj byłam załamana. Wszystkie moje plany dokocenia, izolacji itd. legły w gruzach. Mały za żadne skarby nie chciał siedzieć w gabinecie, który był dla niego przygotowany. Od razu prysnął na salony z kitą do góry. Xavier nie mógł uwierzyć w to co widzi, oczy miał takie wielkie <shock> . Trochę posyczał na małego

. W nocy Xavier spał nam w nogach, a mały wszędzie byle tylko na nas albo obok nas. Kontakt musiał być, bo Ives ciągle traktorzy i cały czas musi być głaskany i drapany. Nawet teraz leży mi przed klawiaturą, prawie na <hm> biuście <lol> . Upierdliwy jest okropnie i jak jest czas na spanie to chodzi i miauczy, żeby go miziać po czym słodko zasypia. jego ukochanym miejscem jest kanapa. Pięknie się bawi WSZYSTKIMI zabawkami. Próbuje wciągać do zabawy Xaviera , ale ten raczej woli obserwować. Chociaż zdarza się też, że to Xavier inicjuje zabawę. Prawie nie spuszcza z małego wzroku. Gdzie Ives tam i Xavier. Próbuję zabawiać Xaviera, choć on zbytniego entuzjazmu do tego nie wykazuje, ale głaszczę go mówię mu, że i tak on jest najukochańszym kotkiem. Ives mi tego nie ułatwia bo zaraz pakuje mi głowę pod dłoń, żeby go głaskać. Maluszek przypomniał Xavierowi o różnych fajnych miejscówkach. Drzemkę robią sobie obaj na kanapie i to nawet blisko siebie. Wczoraj byli troszkę sami, dzisiaj też, wszyscy cali i zdrowi :-) . Dzisiaj syków nie było, ale za to Xavier raz pacnął Ives'a <kciukwdół> za bardzo się zabawa rozkręciła dla niektórych

.Generalnie Xavier nie jest agresywnie nastawiony do małego, raczej mu ustępuje, ale czy to lepiej? Mam nadzieję, że będzie dobrze :-) to dopiero drugi dzień razem.
Reasumując - Ives vs Xavier zupełnie dwa różne charaktery. Ten mały to ma ADHD, motorek w tej małej dupinie i odwagi za trzech. Jest proludzki do granic możliwości. Chciałam to mam <lol>
Bożesz <shock> jaki Xavier jest olbrzymi i puchaty przy tym malentasku.
Teraz fotki, nie było łatwo , bo to małe biega po chałupie jak perszing, albo jest wtulone we mnie <mrgreen>
Co ona mi narobiła ?
Bonifacy i Filemon
Ives

<serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce> <serce>