A to, że mimo takich trudnych chwil - dzielisz się tą wiedzą z nami, aby każdy z nas - będąc (tfu, tfu) w podobnej sytuacji wiedział jak najwięcej, miał jak największą możliwość skozystania z wszelkiej pomocy - (a przecież doświadczenia innego hodowcy są chyba najcenniejsze - prawdziwe, z życia wzięte i sytuacje często dramatyczne, o których zwykle się nie mówi i trudno znaleźć wyjście z sytuacji nie mając punktu oparcia, wsparcia itp. ) - Doroto wielki, wielki ukłon w Twoją stronę - i nie piszę tego ot tak... Popłakałam się czytając co przeżyliście, przeżywacie i nie wiem czy umiałabym sama zdobyć się aby to tak opisać, jeszcze raz przeżyć... Szacunek ogromny...
Po raz kolejny wychodzi też tak na prawdę ile znaczy dobry WETERYNARZ ... Nie pseudowet jak z tej reklamy "jamniki tak mają" - może to i wydaje się przerysowane, ale chyba kazdy z nas już byl w niewiele odbiegającej sytuacji niesteyty. W takich chwilach potrzebna jest prawdziwa, głęboka wiedza i doświadczenie, wyczucie i umiejętność podejmowania szybkich, konkretnych i trafnych decyzji... Taki weterynarz to skarb!.
Trzymam kciuki dalej za maleńtaski kochane i Wam życzę dużo sił