Głowa do góry, będzie dobrze
Bulik Misiurno i Marcel Mazuria... trudna męska przyjaźń
- Becia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 10640
- Rejestracja: 22 lut 2012, 09:28
- Płeć: kobieta
- Skąd: opolskie
Re: Mój liliowy skarb
Ja płakałam z żalu nad Leonem gdy przywiozłam Bogusia. Byłam zła na siebie, że zrobiłam mojemu ukochanemu kotkowi taki numer. Po trzech dniach, gdy Leon przestał się stresować maluchem, gdy zaczęli razem spać, bawić się przestałam płakać a zaczęłam się cieszyć z posiadania dwóch kotów w domu. Kciuki trzymam, by jak najszybciej chłopaki się zaprzyjaźnili <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>
Głowa do góry, będzie dobrze
Głowa do góry, będzie dobrze
- Neta
- Posty: 1000
- Rejestracja: 12 mar 2015, 18:40
- Płeć: kobieta
- Skąd: Rabka Zdrój
Re: Mój liliowy skarb
Kochana i jak dzisiaj....?
Nie mogłam wcześniej napisać i tak cały dzień myślę i myślę jak tam u Was... I mam taką ogromną nadzieję, że już macie postępy <ok> Że przede wszystkim Bulinek zdrowotnie lepiej
I że już się mniej boczy na braciszka
<serce> <serce>
U nas jest dobrze, bardzo dobrze - zgrzeszyłabym gdybym powiedziała, że nie jest - ale też się jeszcze martwię kilkoma kwestiami, bo Amisia odeszła od niektórych swoich zwyczajów, jak chociażby spanie w łóżku... I mokre tylko dwa, trzy razy poliże bo Eguś (tym nowoczesnym chłopakom to się jednak chrupek chyba gryźć nie chce <hm> ) połyka prędko swoje i już w trakcie wpada do miseczki Ami (niczym Luke do Sissi) a ona mu ustępuje
Próbowałam jej dawać na blacie żeby jadła spokojnie, ale zje odrobinkę i odchodzi, albo "zakopuje" łapką na tzw. później.... nie nauczyła się jeszcze bidulka, że przy Egusiu nie będzie żadnego później...
Widzę po niej, że jeszcze przeżywa te zmiany w główce i martwię się trochę, żeby z tego jej martwienia się problemy z pęcherzem nie chciały wrócić... ale generalnie jestem dobrej myśli i staram się zachowywać rozwagę i spokój
I nawet sama się dziwię skąd tyle spokoju w sobie znalazłam, bo na co dzień akurat nie mam go w nadmiarze... Ale to na pewno procentuje
Także spokojnie kochana
Będzie dobrze bo musi, bo nie ma innego wyjścia 
Chłopaki się dogadają, to bardzo mądre misie, ale mało kto od pierwszego momentu widzi plusy posiadania rodzeństwa... ;)
Masz takie wsparcie i tyle cennych rad od dziewczyn, które dokocenie, nie zawsze łatwe, mają za sobą, że dasz radę, zobaczysz...
Ściskam Cię mocno i niezmiennie przesyłam dobre myśli
A dla cudnych chłopaków morze głasków

Nie mogłam wcześniej napisać i tak cały dzień myślę i myślę jak tam u Was... I mam taką ogromną nadzieję, że już macie postępy <ok> Że przede wszystkim Bulinek zdrowotnie lepiej
U nas jest dobrze, bardzo dobrze - zgrzeszyłabym gdybym powiedziała, że nie jest - ale też się jeszcze martwię kilkoma kwestiami, bo Amisia odeszła od niektórych swoich zwyczajów, jak chociażby spanie w łóżku... I mokre tylko dwa, trzy razy poliże bo Eguś (tym nowoczesnym chłopakom to się jednak chrupek chyba gryźć nie chce <hm> ) połyka prędko swoje i już w trakcie wpada do miseczki Ami (niczym Luke do Sissi) a ona mu ustępuje
Widzę po niej, że jeszcze przeżywa te zmiany w główce i martwię się trochę, żeby z tego jej martwienia się problemy z pęcherzem nie chciały wrócić... ale generalnie jestem dobrej myśli i staram się zachowywać rozwagę i spokój
Także spokojnie kochana
Chłopaki się dogadają, to bardzo mądre misie, ale mało kto od pierwszego momentu widzi plusy posiadania rodzeństwa... ;)
Masz takie wsparcie i tyle cennych rad od dziewczyn, które dokocenie, nie zawsze łatwe, mają za sobą, że dasz radę, zobaczysz...
Ściskam Cię mocno i niezmiennie przesyłam dobre myśli
A dla cudnych chłopaków morze głasków
- Kasik
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5350
- Rejestracja: 24 lip 2013, 22:49
- Płeć: kobieta
- Skąd: Szczecin
Re: Mój liliowy skarb
Glowa do góry, to wciąz początki
Trzymam cały czas kciuki <ok> <ok> <ok> Za zdrowie Bunia też, daj znać czy byliście u weta?
Tak sobie jeszcze myślę o tych obrożach, może Bunia ona dodatkowo stresuje> Nie każdy kotek czuje się komfortowo z obrożą,
próbowaliście bez niej?
Chłopaki, dość tych przepychanek
P.S. Maluch jest przeslodki <serce>
Tak sobie jeszcze myślę o tych obrożach, może Bunia ona dodatkowo stresuje> Nie każdy kotek czuje się komfortowo z obrożą,
próbowaliście bez niej?
Chłopaki, dość tych przepychanek
P.S. Maluch jest przeslodki <serce>
-
aurora80
- Posty: 648
- Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa/Marki
Re: Mój liliowy skarb
Dziękuję bardzo Wam wszystkim za wsparcie... Jak u nas? No cóż, ni jak bym rzekła. Maleńki jest przekochany, jest straszną drobinką i zwierconą wiewióreczką. Cudnie się wszystkim bawi i ma niespożyte pokłady energii. Bunio nigdy nie był takim stworkiem nakręconym. Przypomina mi postać z kreskówki, bo jest takim właśnie kreskówkowym słodziakiem <zakochana>
Relacje między chłopakami są w powijakach. Raz jest całkiem normalnie, tzn. przechodzenie obok siebie bez ofuczyn i panterołacznych dźwięków, podejście Bunia i takie normalne popatrzenie się i odejście a za kilka chwil straszenie małego przez Bulika, tj. podbieganie do niego i czajenie się. Na plus, że Buniowi udało się dzisiaj powąchać łapy Marcelka jak maleńki sobie spał na drapaku. Wiem, że od jakiegoś czasu zależało mu na jego obwąchaniu ale Marcel się nie dawał więc myślę, że to był jednak jakiś sukces. Nie bawią się oczywiście razem ale miałam nadzieję, że Bunio pozostanie już po tym takim obojętnym misiem i przynajmniej nie będzie na niego syczał i robił spinki łowczej. Po powrocie od veta bulik był całkiem spokojny. Jeden miś drzemał sobie na drapaku a drugi w progu pokoju. Miałam wrażenie, że pomimo przejść zdrowotnych, stresującego pobytu w poczekalni gdzie były psy a następnie podania kroplówki nieco się wyciszył i stał się nieco bardziej tolerancyjny. Uwierzył w to chyba też Marcelek, bo jak podałam Buniowi jego karmę od Pani Vet to bez obaw podleciał do miski Bulika i też chciał z niej jeść. Bliskość tej wielkiej szarej główki nie onieśmielała go i nie była mu straszna. Oczywiście Pan Pantera go obsyczał ale to mi się wydawało całkiem normalne. Później jednak syczenie i dacie japki robiło się co raz śmielsze i częstsze.
Jednak jak ich widzenie trwa ok. 2 godzin to robi się nieciekawie, tj. Bulik zaczyna się robić agresywny a Marcel zaczyna się go bać, zaczyna się bać każdego dźwięku za swoimi pleckami. Jest wtedy taki strasznie biedny i bezbronny, a przecież dzisiaj się całkiem starał, raz się nawet położył kołami do góry przed naszą liliową panterą. Byłam z niego taka dumna, że nie machał już na Bulika łapą
No ale nasze ciele nie potrafiło tego docenić.
Jutro Bunio znowu jedzie do Pani vet na zastrzyk, podobnie w środę... mam nadzieję, że w jego brzuszku jakoś się ustabilizuje sytuacja.
A to dzisiejsze fotki, bo pomimo tego całego zamieszania coś tam udało mi się komórką wyłapać.
Czyż nie jestem przystojny?

No dobra może nie przystojny ale na pewno uroczy...



Nudno tu trochę, ten szary nie chce się ze mną bawić... zdrzemnę się

Jedyny plus tej sytuacji to to, że mnie z kopalni uratowali.... a i tak nie wiem czy zdołam te łaputy kiedyś domyć <mrgreen>

Wiewiór pamiętaj, że mam Cię na oku

Nudne to zajęcie i wcale mi się nie podoba

Przynajmniej fajny posag wniósł, jest na czym głowę oprzeć...

3majcię proszę za nas dalej kciuki bo bardzo ich potrzebujemy, a jak wszyscy wiedzą forumowe kciuki czynią cuda :-)
Relacje między chłopakami są w powijakach. Raz jest całkiem normalnie, tzn. przechodzenie obok siebie bez ofuczyn i panterołacznych dźwięków, podejście Bunia i takie normalne popatrzenie się i odejście a za kilka chwil straszenie małego przez Bulika, tj. podbieganie do niego i czajenie się. Na plus, że Buniowi udało się dzisiaj powąchać łapy Marcelka jak maleńki sobie spał na drapaku. Wiem, że od jakiegoś czasu zależało mu na jego obwąchaniu ale Marcel się nie dawał więc myślę, że to był jednak jakiś sukces. Nie bawią się oczywiście razem ale miałam nadzieję, że Bunio pozostanie już po tym takim obojętnym misiem i przynajmniej nie będzie na niego syczał i robił spinki łowczej. Po powrocie od veta bulik był całkiem spokojny. Jeden miś drzemał sobie na drapaku a drugi w progu pokoju. Miałam wrażenie, że pomimo przejść zdrowotnych, stresującego pobytu w poczekalni gdzie były psy a następnie podania kroplówki nieco się wyciszył i stał się nieco bardziej tolerancyjny. Uwierzył w to chyba też Marcelek, bo jak podałam Buniowi jego karmę od Pani Vet to bez obaw podleciał do miski Bulika i też chciał z niej jeść. Bliskość tej wielkiej szarej główki nie onieśmielała go i nie była mu straszna. Oczywiście Pan Pantera go obsyczał ale to mi się wydawało całkiem normalne. Później jednak syczenie i dacie japki robiło się co raz śmielsze i częstsze.
Jednak jak ich widzenie trwa ok. 2 godzin to robi się nieciekawie, tj. Bulik zaczyna się robić agresywny a Marcel zaczyna się go bać, zaczyna się bać każdego dźwięku za swoimi pleckami. Jest wtedy taki strasznie biedny i bezbronny, a przecież dzisiaj się całkiem starał, raz się nawet położył kołami do góry przed naszą liliową panterą. Byłam z niego taka dumna, że nie machał już na Bulika łapą
Jutro Bunio znowu jedzie do Pani vet na zastrzyk, podobnie w środę... mam nadzieję, że w jego brzuszku jakoś się ustabilizuje sytuacja.
A to dzisiejsze fotki, bo pomimo tego całego zamieszania coś tam udało mi się komórką wyłapać.
Czyż nie jestem przystojny?

No dobra może nie przystojny ale na pewno uroczy...



Nudno tu trochę, ten szary nie chce się ze mną bawić... zdrzemnę się

Jedyny plus tej sytuacji to to, że mnie z kopalni uratowali.... a i tak nie wiem czy zdołam te łaputy kiedyś domyć <mrgreen>

Wiewiór pamiętaj, że mam Cię na oku

Nudne to zajęcie i wcale mi się nie podoba

Przynajmniej fajny posag wniósł, jest na czym głowę oprzeć...

3majcię proszę za nas dalej kciuki bo bardzo ich potrzebujemy, a jak wszyscy wiedzą forumowe kciuki czynią cuda :-)
- Limonka
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 1792
- Rejestracja: 19 maja 2015, 15:43
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
Re: Mój liliowy skarb
Śliczna ta Twoja wiewiórka <zakochana> nie wiem czemu ale kojarzy mi się z bajką Brygada RR gdzie były wiwiórki Chip i Dale <mrgreen>
Nieustające kciuki za chłopaków i poprawianie relacji <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>
Nieustające kciuki za chłopaków i poprawianie relacji <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>
- Neta
- Posty: 1000
- Rejestracja: 12 mar 2015, 18:40
- Płeć: kobieta
- Skąd: Rabka Zdrój
Re: Mój liliowy skarb
Cudne zdjęcia <serce> Piękne chłopaki <serce> <serce>
Kciuki trzymamy niezmiennie <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>

Kciuki trzymamy niezmiennie <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok>
- Beate
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 6863
- Rejestracja: 18 kwie 2013, 07:36
- Płeć: kobieta
- Skąd: Łódzkie
Re: Mój liliowy skarb
Bardzo przystojny jesteś <serce> <serce> i twój braciszek też <serce>
Musicie się dogadać jak najprędzej <ok> <ok> <ok>
Musicie się dogadać jak najprędzej <ok> <ok> <ok>
- Kasik
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5350
- Rejestracja: 24 lip 2013, 22:49
- Płeć: kobieta
- Skąd: Szczecin
Re: Mój liliowy skarb
Piękni są obaj <serce> <serce> Młody i uroczy i przystojny, tak samo jak Bunio <serce>
Wydaje mi się, ze postępy już są <mrgreen> Nie jest tak źle z tego, co piszesz
Podpytam tylko, czy ta piękna podusia jest z serii "śmierdzieli", w sensie zawiera trawe typu kocimięta?
Jeśli tak to ja bym chyba unikala na początku takich zabawek, u mnie dostają koty takie poduszki tylko pod nadzorem i w znacznej odległości, bo się szybko "nakręcaja" i od razu chęć zapasow się wyzwala (i to widać, ze nie jest to zabawa).
Jeśli chodzi o jedzenie, moje koty na początku nie jadly blisko siebie, tylko po obu stronach kuchni. Chcialam, żeby jadły spokojnie i nie stresowały się przy miskach, nie pozwalałam Tysonowi przeszkadzac. Raz przeszkodził Kayi jak jadła (połozyl się z tyłu i bawił ogonem <diabeł> i dostał szybko reprymendę od starszej siostry). Do tej pory miski są w odległości jednego metra, co jest dla nich i tak blisko, ale dalej komfortowo i nikt nikomu w talerz nie zagląda.
Dalej kciuki trzymam i bardzo wam kibicuje, bo wiem, jaki to stres <ok> <ok> <ok>
Wydaje mi się, ze postępy już są <mrgreen> Nie jest tak źle z tego, co piszesz
Podpytam tylko, czy ta piękna podusia jest z serii "śmierdzieli", w sensie zawiera trawe typu kocimięta?
Jeśli tak to ja bym chyba unikala na początku takich zabawek, u mnie dostają koty takie poduszki tylko pod nadzorem i w znacznej odległości, bo się szybko "nakręcaja" i od razu chęć zapasow się wyzwala (i to widać, ze nie jest to zabawa).
Jeśli chodzi o jedzenie, moje koty na początku nie jadly blisko siebie, tylko po obu stronach kuchni. Chcialam, żeby jadły spokojnie i nie stresowały się przy miskach, nie pozwalałam Tysonowi przeszkadzac. Raz przeszkodził Kayi jak jadła (połozyl się z tyłu i bawił ogonem <diabeł> i dostał szybko reprymendę od starszej siostry). Do tej pory miski są w odległości jednego metra, co jest dla nich i tak blisko, ale dalej komfortowo i nikt nikomu w talerz nie zagląda.
Dalej kciuki trzymam i bardzo wam kibicuje, bo wiem, jaki to stres <ok> <ok> <ok>
-
aurora80
- Posty: 648
- Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa/Marki
Re: Mój liliowy skarb
Kasik, o tych zapasach i kocimiętce nie pomyślałam... Mały dostał to w wyprawce a mnie zachwyciła reakcja Bulika, który pierwszy raz miał z takim sprzętem do czynienia. Obślinił tego mycholca dokumentnie i zmolestował. Co do misek to absolutnie nie stoją blisko. Wręcz bym powiedziała, że Marcel jada przy zamkniętych drzwiach w drugim pokoju. On niestety nie tyka suchego więc dostaje różne dania, które są generalnie na liście smakołyków Bunia więc mój kochany Pan Pantera nie dałby mu ich na pewno zjeść. Już i tak widzę, że z Marcelkowej miseczki nawet woda smakuje bardziej, a co by było z puszeczką <shock> aż boję się pomyśleć... Miska Bunia stoi w kuchni i mały zobaczył jak Bulik smakuje swoją karmę, którą dostał od weta (piszę smakuje bo Bunio nawet jak głodny to nie zje w jego rozumieniu "byle czego" - vide czegoś o konsystencji musu czy pasztetu <lol> )... no i widząc puszkę od razu też chciał <diabeł>
- sandra
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 1535
- Rejestracja: 21 sty 2016, 21:14
- Płeć: K
- Skąd: Krakow
Re: Mój liliowy skarb
ooo ja też bracowalam w big4 przez 3.5 roku, tyle że w Krakowie w audycie <mrgreen> może w tej samej firmie byłyśmy? :-> ja byłam w tej na "E"... :-> ale w końcu zachciało mi się normalnego życia, znalazłam nową pracę i kupiłam kota <lol>aurora80 pisze:Dodatkowo ja pracuję w consultingu w jednej z korpo z tzw. Big4 więc moje godziny pracy bywają mocno elastyczne...
Czytam na bieżąco wszystkie wieści od Was, mam nadzieję, że chłopaki się dogadają, trzymam kciuki! w sumie dopiero 2 dni minęły, dopiero pierwsze obwąchania miały miejsce, trzeba dać im czas