Popiszę coś tutaj w przerwie między odwiedzaniem innych wątków - bardzo chcę poznać Wasze kociaki, ale tak dużo jest do czytania, więc schodzi mi trochę
Effy pojawiła się u nas w domu 12 maja w piątą rocznicę ślubu. Czasy były trudne, ponieważ ja na kilka miesięcy zostałam sama, mąż wyjechał do pracy i bardzo źle znosiłam rozłąkę. o kota lub psa prosiłam już od dłuższego czas. Niestety mężowski uważał, że w bloku zwierzaki się męczą i on ręki nie przyłoży do cierpienia żadnego żywego stworzenia, więc długi czas było kategoryczne nie. Tuż przed jego wyjazdem kotka (rasa międzynarodowa) szwagra zaszła w ciążę i wyskamlałam dosłownie zgodę na to, żeby wziąć kotka jak już się urodzą. Zaprosiłam na rozmowę kociarę znajomą, która argumentowała, że kotek to zwierzątko, które nie musi się męczyć w mieszkaniu, jeśli mu się stworzy dobre warunki. No i zgodził się... miałam silną kartę - przecież zostawiał mnie samą, a tak przyjaciel futrzasty u boku pozwoli łatwiej znieść rozłąkę. No i klamka zapadła - będą kotki małe, biorę. Warunek był jeden - chciałam dziewczynkę. Niestety w miocie nie było ani jednej dziewuszki .... zryczałam się okropnie, na skypie ustaliliśmy , że szukam kotka do adopcji, bo już raz rozpędzonej machiny nie da się zatrzymać. Kotek będzie i już. I tak trafiłam niechcący zupełnie na zdjęcia brytyjczyków, bo ja nawet nie wiedziałam, że taka rasa jest <oops> Pokazałam mężowi - nie podobały mu się koty

dopóki nie zobaczył sławnej pozycji - leże, leże

Powiedział jednak, że mam się skontaktować z kimś kto ma takie kotki, poczytać i dopiero jak się upewnimy, że ta rasa nadaje się do bloków to podejmiemy działania. jak się okazało koleżanka z pracy (oczywiście, że tego przez kilka lat wspólnej pracy nie wiedziałam) ma od dwóch lat parkę brytków, spędziłyśmy godziny na rozmowach, plus fora (to również) plus strony hodowców. No i nie było odwrotu.
Na Effy trafiłam przez przypadek, hodowla miała ogłoszenie na tablicy pl , które również pojawiło się na allegro - jednak aby zobaczyć kotki trzeba było kontaktować się bezpośrednio z hodowcą co też zrobiłam. Jak dostałam zdjęcia kici - jedna dziewczynka była - zakochałam się, przepadłam z kretesem i w dwa dni byłam gotowa na przyjęcie kotka łącznie z zaklepaną wizytą u weta.
Pierwsze wrażenie:
Effy - z domu Doris (ale reaguje na Effy, zupełnie jak piesek - no prawie ;) ) byłam kocięciem tak żywym, że nie byłam w stanie nawet dobrze się jej przyjrzeć - mała rakieta śmigała po pokoju i zaczepiała inne kocięta ( w hodowli były też małe main coon'ki), jak spakowaliśmy ją do transportera, zaczęła płakać, a jej braciszek ze złością rzucił się na kratki i próbował uwolnić siostrę. W samochodzie pół drogi kicia przepłakała. Strasznie się o nią martwiłam, miała 3 miesiące , ale wiedziałam, że będzie tęsknić za towarzystwem innych kotków. Wieczór spędziła pod sofą, wychodząc na chwilkę i ostrożnie spacerując po jednym pokoju - reszta mieszkania ją nieco przerażała. Tak spędziłam 5 rocznice ślubu i tak zostałam kocią mamą.
ufff, ale się rozpisałam , teraz czas na kawkę
