Dziękuję bardzo

Opowiem Wam trochę jeszcze historii Feli, bo przekłada się to na losy Timmiego.
Gdy adoptowałam Felę w 2006 roku, mieszkałam z moimi rodzicami. Niespełna 3 lata później urodził się Danielek i Fela spełniła cudowną rolę kociego terapeuty. Daniel miał zdiagnozowany wylew okołoporodowy, był pod opieką neurologa, musiał być do roku czasu rehabilitowany. To przy Feli - a raczej za nią - zaczął raczkować, wyciągać rączki. Dlatego też ten kotek był dla nas tak wyjątkowy. Cierpliwie pozwoliła mu na wiele. Najbardziej jednak zżyta była z moją mamą. Chodziła za nią jak pies, wystarczyło, że ją wołała, a ona biegła z drugiego końca domu. Gdy przeprowadzaliśmy się do Wrocławia, została z nią, bo do niej pałała największą miłością. (Mam fajne zdjęcia Feli i mamy, ale mama nie pozwoli mi wstawić <diabeł> )
W 2011 przygarnęliśmy Edka, psa który miał być pinczerem miniaturką, ale wylądował na wsi, bo urósł i nie nadawał się do sprzedaży przez pseudo. Jak się okazało Edek poważnie chorował, nim jeszcze my go wzięliśmy. Najprawdopodobniej, wg weta, to był skutek wchowu wsobnego. Bez sikania był w stanie wytrzymać do 1,5 godziny, mimo że ogólnie był okazem zdrowia. Każde wyjście na dłuższe zakupy kończyło się zamoczeniem mieszkania.

Skończyło się podniesionymi panelami w przedpokoju. 3 miesiące szukałam odpowiedniego domu z ogrodem, który pozwoli Edkowi na swobodne wyjście, kiedy zechce. Znalazłam. Edek dostał swój raj, bo ma drzwiczki jak dla kota i wychodzi, kiedy chce za potrzebą na dwór. Pani natomiast jest samotną osobą, więc rozpuściła jedynaka strasznie.
I tak u końca 2011 roku wszystkie zwierzęta były szczęśliwe... tylko my mniej bez zwierzaka. Powiedziałam sobie, że więcej żadnych stworzeń, zwłaszcza, że najpierw odkarmienie, a potem diagnostyka Edka u kilku wetów pochłonęły naprawdę spore pieniądze. <wsciekly> A de facto nic więcej nie mogliśmy zrobić.
I życie toczyło się spokojnie. Wyprowadziliśmy się z Wrocławia do ciasnego lecz własnego ;) i wtedy jak grom spadła wieść o chorobie mojej mamy. Rodzice sprzedali dom, zamieszkali w pobliżu nas, a Fela trafiła do nas. Bardzo szybko zaczęła chodzić za Danielkiem, spać w jego łóżku, domagać się kocich smakołyków. Oczywiście jak odwiedzała nas mama, to pierwsza gnała do drzwi i ją witała.
Jej sobotnie odejście było ogromną traumą dla wszystkich. Jeszcze chyba nigdy cała rodzina nie płakała tak za jednym kotem. To też jak dzisiaj wróciłam z pracy, zastałam paczkę podpisaną "dla nowego kota". A w paczce RC dla młodych brytyjczyków i różne inne rzeczy dla kota. To od moich rodziców, którzy już się zadeklarowali jako catsitter

Chociaż wczoraj ojciec się mnie pytał, czy nie mieliśmy bliżej hodowli w Suwałkach. 8-)