: 01 gru 2008, 01:50
Kiedy trafiła do nas Tosia, 24 maja 2008 roku pisaliśmy o tym tak:
Przywitajcie naszą kruszynkę - Tosię, która trafiła do nas 21 maja 2008.
Tosia urodziła się 30 marca 2008 roku ulicę dalej od naszego domu. Jej mamusia jest krówką-dzikuską, tatusia nikt nie zna. Tosiunia ostała się jedna z miotu (2 kotek urodził się martwy).
Malutką poznaliśmy przesz cudne osoby skupione wokół Białostockiego Oddziału Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami, Które robią nadzwyczajną pracę na rzecz podlaskich, bezdomnych kotów.
Tosiunia urodziła się w domu dzięki pewnej staruszce, która przygarnęła jej mamę na czas porodu. W innym wypadku przyszłaby na świat gdzieś pod chmurką. Pani jednak nie chciała dłużej trzymać obu kotek (matka przeszła sterylizację, która jest warunkiem stawianym przez BO-TOZu w przypadku prośby o pomoc w wyadoptowaniu kociąt. )
Zabraliśmy ja interwencyjnie, gdyż zaistniała groźba, że koteczka wyleci na bruk. Starszą panią opiekuje się pewna osoba, która miała już dość zajmowania się jej kotami. Na początku obiecano nam, że Tośka zostanie w swoim "rodzinnym domu", do czasu kiedy skończymy remont swojego mieszkania. Sprawy potoczyły się jednak inaczej.
Malutka jest przesłodka. Jest bardzo sprawna mimo zamglonego lewego oczka na skutek przebytego urazu. Oczko jest już w trakcie leczenia, ale są niewielkie szanse na jego powodzenie.
Mała jest zupełnym przeciwieństwem wycofanego Franuszka. Szuka ludzkiego ciepła i uwielbia się przytulać. Jest zadziorna.
Z Frankiem układa jej się na razie nie najlepiej. Na początku on był przerażony fukającą i trzepiącą łapami przybyszką. Teraz z kolei ona się go boi, bo zaczął być w stosunku do niej bardzo niedelikatny, a że cięższy jest od niej co najmniej 12 razy, Tosia fruwa po domu kiedy trzepnie ją łapą. W związku z tym prowadzimy ciągły dozór nad kocim towarzystwem. Mamy jednak nadzieję, że pluszaki się pogodzą i zrodzi się między nimi wielka przyjaźń , tym bardziej, że Franek ma dobre intencje...





































