Dziś zrobiłam pierwsze zdjęcia, przepraszam, że każde w innym odcieniu, ale rozbiłam z przyczyn technicznych w łazience, gdzie mam światło ledowo - jarzeniowe, każdy sobie wyobrazi, jaki balans mi wyszedł. Próbowałam, na ile się dało, przywrócić wszystko do jako takiego poziomu, ale nie we wszystkim wyszło, przepraszam.
Dzieciaczki Inusiowe jeszcze są z Gattą, po wczorajszym skromniejszym przyroście, jako że mleka było mało w pierwszej dobie, dziś już ruszyły, jakby po jakimś dopalaczu - w końcu pyszczydełka już wytrenowane, zapotrzebowanie całkiem spore, więc wisząc bez ustanku na swojej drugiej matce, natychmiast przestawiły mleczną fabryczkę na najwyższe obroty <lol> Gatta kocha je bardzo, wreszcie są zadbane, bo dla Ino sztuki dwie to nie było żadne macierzyństwo, dobrze, że je karmiła, toaletę musiałam w dużej mierze załatwiać za nią, i dziewczynki ciągle były niedomyte. Gatta to zupełnie co innego! Obie panienki wypucowane, aż lśnią, brzuszki już stale bez napięcia, bo wymasowane regularnie, więc dziewczynki cichutkie ciągle tylko przy cycach mlaskają. Mam po dwa zdjęcia, Ono już całkiem sensownie wygląda, już się czuje kotka, jak się ją bierze do ręki, zobaczymy, która panienka nam szeregi zasili. Na razie jestem na trochę przegranej pozycji, bo wszyscy cisną , żeby to była Ono, i ja w sumie też bym chciała, chociaż łepetyna Szylkreci, to jest ta moja łepetynka właśnie... No nic, zdecydują zupełnie inne względy, ani nie kolor, ani nie łeptynka, tylko że na inne względy to ja muszę jeszcze długo czkać <lol>
