Dziś mija miesiąc, odkąd Burbiś jest z nami

jeden z najzabawniejszych, najbardziej rozbrykanych i nie ma co ukrywać, najciekawszych miesięcy w życiu <serce>
Po tym miesiącu mogę stwierdzić, że:
- nie jest kotem na, a przykolankowym
- noszenie na rękach jest znośne przez jakieś 30 sekund
- brzuszek jest dotykalski tylko w chwilach największej słabości kota, czyli czas drzemkowy i podczas budzenia się
- drapak służy do patrzenia na niego, bo przecież najlepiej zatapia się pazurki w zwiniętym dywanie bądź oparciach krzeseł..
- Pańcia jest Pańcią jedyną i ukochaną, z wyjątkiem na jednorazowa zdradę i traktorzenie przy mojej Mamie (wiem, że to czytasz!) <serce>
- chrupki są zjadliwe, ale tylko z pomasełkowanej dłoni
- małe dzieci nie są fajne...
- obce miejsca nie sa kocisku straszne, pięknie się wszędzie aklimatyzuje
- suszarka, mikser i inne sprzęty zostały oswojone.. pozostał tylko potwór odkurzacz!
- miziaki za-trzy-minuty-budzik sa najlepsze
zniszczeń - zero
radości i zabawy - tysiace
Więc dziś pędzę do domu wytarmosić mojego kota, który wczoraj ułożył się na mojej dłoni i zabronił jej ruszać, o tak:
