Kamiko pisze:Widać że Gaspi okazuje poddaństwo kładąc się przed nią w momentach kiedy Eupfi staje się bardziej atakująca . Na razie przy tej masie przeciwnika nie ma szans ale kiedyś dorośnie ... Ja bym przerywała takie sytuacje .
Kamiko, to nie jest poddaństwo, ja wiem, że to się przenosi z psów tę pozycję, ale u kota jest inaczej. Poddaństwa nie ma wcale, jest do końca próba wyjścia z godnością, najogólniej rzecz biorąc.
Pozycja na boku u kota to pozycja defensywna, przygotowanie do odparcia ataku, wszystkie cztery łapy przygotowane, wszystkie pazury można natychmiast wyciągnąć. Kocięta, które mają dość pielęgnujących matek, ale się ich boją, skutecznie blokują je w ten sposób w którymś momencie, szybko uczą się, że są nieosiągalne w takiej pozycji, i potem w życiu przybierają ja zawsze, gdy czują, że nie mają szans z "przeciwnikiem", i taka pozycja staje się jedyną formą obrony. Dopóki kot ją utrzyma, jest nie do ruszenia przez innego kota, pomijam oczywiście bardzo agresywnych atakujących, którzy ryzykują rozorany pysk, byle tylko dostać się do leżącego. Ale to dotyczy raczej zaprawionych w boju kotów dachowych, ne naszych cieplarnianych łowców.
Napiszę jeszcze raz to, co powtarzałam wielokrotne - nie wolno pozwalać na takie zachowania. Oczywiście, że jest to zabawa, bo koty tylko w polowanie potrafią się bawić. To zabawa dla Euphi, bo ma na kogo zapolować, jest silniejsza, może "pozabijać" (próbuje łapać za kark, za łapy, za pachwiny), nie jest to w żaden sposób miłe dla Gaspera. Oczywiście, że po chwili i on będzie próbował, bo przecież też jest kotem - też CHCE ZAPOLOWAĆ. Na razie możliwości ma małe, pozostaje defensywna pozycja na boku, z której trudno mu się wydobyć, bo trzeba postawić ciało na łapach, czyli pozbawić się tarczy. Dlatego Gasper nie wstaje, chociaż podejmuje kilka prób, które Euphi elegancko wygasza, jest czujna, natychmiast się podnosi, żeby uchwycić pozbawionego osłony łap Gaspera.
Za jakiś czas koty będą wagowo równoważne, nawyki pozostaną, i sytuacje mogą rozwijać się różnie, nieciekawie, i nawet, jeśli nadal nie dojdą warczenia i tego rodzaju nieciekawe dodatki, zapewne trudno będzie powiązać poczucie osaczenia z jakimiś trudno wytłumaczalnymi problemami zdrowotnymi. Koty nie płaczą, nie miauczą w takich sytuacjach, bo okazywanie słabości to dla kota śmierć, tak w przenośni mówię, chodzi mi o to, że wtedy napastnik już nie odpuści. Nie można kierować się tym, że koty nie miauczą, bo miauczeć nie będą, tylko znosić upokorzenie w milczeniu.