Strona 106 z 834

: 15 lis 2011, 23:49
autor: Dorota
Soniu na rozruszanie Tamisia tylko jedno lekarstwo jest <gwiżdże> zgadnij co mam na myśli :mimbla: malutkie Futerko :kotek:

: 15 lis 2011, 23:58
autor: Renia
A ta magiczna ważka??

: 16 lis 2011, 07:51
autor: Agnieszka7714
Soniu, to może ja napiszę jak odchudziłam swojego Froda i jak zachęciłam go do zabawy. Może zechcesz spróbować mojej metody.
Po pierwsze to zaczęłam odmierzać jedzenie. U mnie koty tez nie jadłu dużo. Tak myślałam, bo rano sypałam im po około 50g do miseczek i cały dzień podjadały. Na noc była druga porcja. Ale nie byłam pewna ile który zjada.
Zaczęłam zmniejszać po 5g dziennie. Rano sypałam około 15g, Frodo dziubał kilka chrupek i odchodził, bo nauczył się, że jak przyjdzie za 10 min to nadal będzie. A ja zabierałam miski. Trwało to może ze dwa dni zanim załapał, że jak dają to trzeba zjeść. Przez miesiąc zmniejszałam porcje i tak staneliśmy, że 15-20g zjadali rano, Vincent po pracy zjadał kolejne 15-20g (Frodo już nie chciał, pomimo, że dostawał swoją porcję) i na wieczór tak samo. Za każdym razem po jedzeniu zabierałam i chowałam miski. Oczywiście stałam nad nimi jak kat, aby jeden drugiemu nie podjadał. I tak okazało się, że wystarcza im na dobę 60g. Vincent zjadał do 70g. I tak zostało do dzisiaj.
A najważniejsze zostawiłam na koniec. Dopiero po dwóch miesiącach waga Froda zaczęła spadać. W tej chwili mamy około pół kilo mniej (dzisiaj zważę go ponownie), ale kot zrobił się tak ruchliwy, że czasami przypomina kociaka. Biega, bawi się, turla po podłodze. Dla mnie super, bo w końcu mam kota a nie kanapowego mopsa. Wystarczyło karmić 3x dziennie, aby kot odżył. Teraz sobie myślę, że to ja zrobiłam z niego leniucha. Który żołądek będzie w stanie cały dzień trawić jedzenie. A podjadając co chwilę tylko obciążałam jego układ trawienny i powodowałam nadwagę i chęć wylegiwania się. U niego nadal wisi fałdka pod brzusiem, ale jego doopka zrobiła się zgrabniejsza, nawet ma "wcięcie w pasie", wcześniej wyglądał jakby połknął piłkę. Nawet dr Mazur stwierdził, że Frodo ma idealną budowę typowego brysia bez nadwagi. Dla mnie to był najlepszy komplement jaki usłyszałam od weta.
Życzę powodzenia w rozruszaniu kota i trzymam kciuki. Cieszę się, że już wiesz co się dzieje z Brysią. I zachęcam na przyszłość do siemienia. Uwierz mi, pomaga. Mój Vincent nie wydalał kłaczków. Jak przez tydzień podawałam mu siemie, tak teraz w każdej kuce po troszeczku są kłaczki.

: 16 lis 2011, 09:21
autor: Yola
Oj Tamislawie uroczy, jak to masz schudnac? Taki jestes sliczny, taki sympatyczny ;-(
Brysienko, mam nadzieje, ze znow masz apetyt, a klaka sie pozbylas i juz jest OK.

: 16 lis 2011, 09:52
autor: maga
Ciesze się, że wizyta pokazała, że w sumie to nie ma sie czym przejmowac.
buziaki i głaski dla futer

: 16 lis 2011, 10:01
autor: Gosia i Ira
cieszę się Soniu :kiss:

a fotki <zakochana> przepięknie to zrobiłaś

: 16 lis 2011, 15:17
autor: Dracanka
Po piewsze , wierzę w Ciebie - że uda Ci się odchudzić Tamisia.
Może znajdziesz cudowny sposób na rozruszanie, może jest coś, czego jeszcze nie odkryłaś?
Jaką karmę Oni jedzą? Ponoś na bezzbożówkach najlepiej waga leci....

Po drugie, dzięki Twojej wyklejance widac, że im starszy bryś tym lepszy,
dopiero 3 letnia kota wygląda jak trza! To pocieszające dla Nas, właścicieli obecnych pasztetów <lol>

: 16 lis 2011, 20:05
autor: Małgorzata
Trzymam kciuki za odchudzenie Tamiego <ok> A Brysia nie daje rady go rozruszać?

: 16 lis 2011, 20:51
autor: manita
Kurcze Soniu, co ja ci mogę doradzić innego- spraw mu devona ;-))

: 16 lis 2011, 21:42
autor: Sonia
Dzisiaj mieliśmy kolejny rozrywkowy dzień. Pobudka o 4 rano, czyli znowu Brysia puszczała pawia na dywan, ale niestety nadal nic, znowu tylko ślina i resztki jedzenia, kłaka nadal nie widać. Potem było łapanie Bryśki i własnopalcnie wciskanie jej do pysia Bezo-peta. Potem już tylko sprzątanie dywanu i wreszcie można było iść spać na godzinę <diabeł> A jaka jest punktualna w tym, to szok, drugi dzień z rzędu dokładnie o 4 rano. Oprócz tego nie zachowuje się jakoś źle, normalnie je, nawet się dzisiaj pobawiła zrobionym przeze mnie motylkiem na patyku, tak że nadal będziemy oczekiwać na tego kłaka. Jestem ciekawa czy dzisiaj znowu będzie pobudka o 4.00.
Stoczyliśmy też dzisiaj pierwszą walkę z Tamisiem. Najpierw przy podawaniu oleju. Niewiele udało mu się do pycholka wlać, część miałam ja wszędzie, a resztę dawki wlałam do miseczki i zostawiłam (z nadzieją, że może potem sam przyjdzie wylizać). Miska została wylizana, ale przez Bryśkę, a nie Tamiego.
Potem była druga runda, czyli robienie próbki na mokro czy Tami będzie dobrze tolerował szampon, czy nie wyjdzie jakaś nietolerancja. A jutro to dopiero będzie zabawa, będziemy prali pół Tamiego na mokro. Już to widzę :mimbla: Najbardziej to się martwię tym olejem, jak ja mu to wmuszę i to przez 28 dni <strach> Mieszanie z jedzeniem raczej odpada, próbowałam, jest niejadalne.