- wróciliśmy z Biskupina- ja zmęczona i zmarznięta do ostatniej kosteczki - Sapo szczęśliwy i tryskający energią, wybiegany po łakach i polach za wszystkie czasy....
- kocia banda szczęśliwa po skrzydłami mojej przyjaciółki, tylko Tika jak zawsze warcząca na "obcego" wygryzała sobie kuperek az do skutku , jednym słowem pokazała się mała ranka przy ogonie na grzbiecie,,,podszerstka już prawie wogóle nie ma,,,tylko pyszczek i kark przypomina dawną Tikę....
- mieliśmy od razu wizytę weta - w domu, bo każda klinika jest dla niej ogromnym stressem, wet obejrzał podumał i dał zastrzyk przeciwświądowy i przeciwzapalny a za parę dni dostanie zylexis na podniesienie odporności,,,dodatkowo dostanie witaminki....
- brakuje już nam pomysłów ,,,,dzisiaj obejrzałam jej stare zdjęcia, są tak różne od Tiki dzisiejszej , ze aż się przeraziłam,,,ale mam nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy,,,
- żeby jednak nie było wszystko za dobrze to po obejrzeniu dokładnie całego stada znalazłam jeszcze brudne uchole u Muffina i Vitka, wet potwierdził moje przypuszczenia i chłopaki znowu dostają kropelki.....tak więc jest równowaga trzy koty zdrowe a trzy pod specjalnym nadzorem,,,,,a co do Sapcia, to czuje się wyśmienicie i niech już tak zostanie...amen...
- Świt nad Jeziorem Biskupińskim-

- cześć, to ja, Wasz Żab, czy może ktoś wytłumaczyć mojej panci, że ja jednak wolę takie spacerkogalopki o świcie po polach i łąkach a nie póżnoranne człapanie wielkomiejskie po pseudolaskach i pseudoparkach???