- drzwi - po wielkich peturbacjach nareszcie wstawione... :-)
- ja niestety mieszkam w bloku budowanym na "hurraaa" za czasów Gierka, kiedy modne było przekraczanie wszelkich norm, więc efekt tego jest iście Barejowski - a więc - futryny po byku- metalowe zalane betonem w podłodze, żeby je ruszyć trzebaby zburzyć część ścian i wycinać od podłogi piłą do metalu a to, ze względu na koty odpadło od razu w moich planach...większość propozycji mojego fachmana odpadła, bo nie dajmy się sfiksować - dla mnie ich spokój ważniejszy od prostych ścian, a więc musiał bidny facet heblować drzwi (heblem ręcznym sprzed kilkudziesięciu lat), żeby wpasować w krzywo osadzone futrynyte nieszczęsne drzwi...heblował na korytarzu blokowym, bo w mieszkaniu heblowanie zbyt inspirowało moje stwory - więc co chwilę wnoszenie i wynoszenie na korytarz, przymiarka, klęcie- co to za wariat wstawił futrynę z ukosem 5 mm.... <shock> itp atrakcje.... <lol>
- natomiast drzwi łazienkowe musiały być heblowane całkowicie, bo moja stara futryna jest węższa o cały centymetr od obecnych i takich cienkich drzwi się nie produkuje,,,,,facet się nagimnastykował bardzo ale chylę czoła, wszystko dostrugał i doheblował na tip-top ( oczywiście drzwi musiałam kupić z pełnego drewna, bo te sklejkowo pażdzierzowe rozpadłyby się na samym początku , już podczas docinania w stolarni)....
- ale mogę teraz obwieścić,
remont zakończony, moj przedpokoj jest piękny, fajnie wyciszony, z miejscami do relaksu dla kociastych.... :-)
- Tika już sobie nic nie wylizuje i nie wygryza, strupek już zszedł i widać, ze wszystko ustępuje,,,, <ok> mój wet z tytułem dr jest naprawdę niesamowity ...]
- Baranek z Vitkiem mają zakraplane uchole i nie muszę ich wcale czyścić bo to przejął Sapo i myje im uszka parę razy na dzień,,,troskliwie też przejął mycie Tiki tak, że nie wiem co bardziej jej pomogło,,,,
- patrząc na dywan to chyba zmiana sierści zastała zakończona...ufff.....
- Baranek pięknie się wybarwia czym mnie totalnie zaskoczył, bo myślałam , że Selkirki mają inaczej niż ragdolle, a on zmienia teraz kolorki i pięknieje z dnia na dzień....główka nabrała wyrazistości, oczy się jeszcze powiększyły i wybarwia się piękny płaszczyk na grzbiecie- bardzo ściemniał i przypomina teraz mocno przyprószone srebro, główka i podwozie pozotało bielusieńkie i białe skarpetki są także białe, natomiast łapuchy robią sie czarniawe i ogon ściemniał zdecydowanie,,,,niestety wszystko wskazuje na to, ze Muffin będzie należał także do tych bardzo tęskniących kotow i chyba pójdzie w ślady Tiki podczas moich wyjazdów ( może mieć problemy psychosomatyczne),podczas mojego niebytu jego ogon bardzo się przerzedził, zwłaszcza końcówka przypomina łysą lisią kitę,,,,,
- tak że i Baranek też dostaje witaminy z tą różnicą, że Tika pięknie wszystko połyka a on pięknie wszystko wypluwa i muszę sie nieżle nagimnastykować, żeby mu w paszydle coś zostało.....
- obiecuję obfocić cale stado, ale jeszcze nie teraz- obecnie zabieram sie za rozpakowywanie worów z dobrem wszelakim i ułożenie ciuchów w szafach, bo zlikwidowałam pawlacz i teraz musimy wszystko inaczej poupychać, a kociaste jak zwykle bardzo mi pomagają, nie zawsze po mojej myśli, wiec muszę mieć oczy dookoła glowy, bo jak zapomnę zamknąć szafkę to wszystko na powrót ląduje na dywanie ku ogólnej uciesze moich stworów..... :-P
- w międzyczasie rozglądam się za domkiem na wsi, gdzie moje towarzystwo mogłoby zaznać odrobiny życia na wolnoćci - (ograniczonej wolierą) i myślę, że w przyszłym roku powinniśmy się przenieść na lato już tam.....i może wtedy spełni sie marzenie Sapo o pieknej maleńkiej pani pieskowej, która będzie mu wisiała przy uszach i wyżerała smakołyki.....
- miłego popołudnia
