Lenka, zdjęcia porobię w weekend :-)
Koty przeprowadzkę zniosły cudnie, jestem pełna podziwu dla nich. Trudny był jedynie dla nich pierwszy dzień, a i to nie cały. Wypuszczone z transporterków zwiedzały mieszkanie z brzuszkami przy ziemi, Gaton zaszył się pod łóżkiem w sypialni, Lunka w dużym pokoju pod szafką. Po półtorej godzinie wyszły z ukrycia i dalej zwiedzały, ale też dość kurczowo trzymały się nas. Pierwszy raz widziałam taka sytuację, że oba moje koty się wspierały, jedno oglądało się na drugie

Bardzo szybko przyszły na mizianki do nas. Apetyt był słaby tylko przez pół dnia po przyjeździe. Mieszkanie zwiedzają coraz śmielej, ogonki już zadarte podczas tych spacerów. Balkon jeszcze trudny emocjonalnie dla nich, nie pomyślałam o tym wcześniej, że gwar dobiegający z ulicy troszkę ich będzie straszyć, myślę, że to kwestia czasu. Dla mnie ten osiatkowany balkon to mega komfort przy wietrzeniu mieszkania, zwłaszcza w te upały.
W mieszkaniu jeszcze tona pracy przed nami, muszę, ale to muszę kupić TŻ-owi na urodziny e-czytnik, bo limit książek papierowych wyczerpaliśmy <diabeł> Człowiek nie wie ile tego ma, dopóki nie musi tego gdzieś przenieść... dotyczy to zresztą wszystkiego co w domu <lol>
No mam wielką nadzieję, że na nowym terenie będzie nam wszystkim dobrze się mieszkało :-)