
<www.anpamiline.eu>
... i rosła...

<ww.anpamiline.eu>
Zupełnie przypadkiem w sumie okazało się, że to TEN kicius, na którego czekamy. Przybył do nas do domu dzień przed wigilią, również przypadkiem robiąc za nasz wspólny prezent gwiazdkowy.
Pamiętam jak strasznie mi go było żal, gdy zamknęliśmy go w transporterze, a na jego żałosny miałkot zareagowała mama i brat- kremaczek. Strasznie mi go było żal całą drogę do naszego domu, gdy miauczał przeraźliwie, milknąc co jakiś czas, jednocześnie przytulając się do moich palców, które włożyłam do klatki przez oczka w wejściu...
Pierwsza noc polegała głownie na zabawie, bo wtedy kotuś nie płakał za mamą. W wigilie szłam do pracy, a w domu został z nim mąż. Rano mnie odwiózł, jak wrócił Lucek tak żałośnie miauczał, że obydwaj wylądowali pod kołderką. Lucek przytulił się do włochatej klaty męża i pierwszy raz spokojnie zasnął u nas w domu...
W wieczór wigilijny został przez jakiś czas sam w domu, zamknięty w jednym pokoju i to był chyba przełom. Okazało się, że dokładnie zwiedził cały pokój i łazienkę i już sobie wynalazł miejsca na drzemki i kilka bezpiecznych wg niego i nas kryjówek... Na nasz powrót zareagował donośnym miauczeniem i wołaniem nas. A noc spędził już śpiąc spokojnie na skrzyni na pościel stojącej za wezgłowiem naszego łózka. Dostał tam swój kocyk, by mu było wygodniej. Po kilku dniach właściwie przeniósł się na moją poduszkę i tak śpimy sobie do dzisiaj.
W pierwszy dzień świąt pokazaliśmy mu drugi pokój i kuchnię, by poznał resztę naszego mieszkania. Spędził z nami cały dzień, a wieczorem spokojny i bezpieczny zasnął leżąc mi na piersi w takiej pozycji <zakochana>

Pamiętam ulgę w glosie hodowcy, jak do nas dzwonił codziennie przez pierwszych kilka dni, i jak się dowiedział, że Lucek nasz powrót do domu za każdym razem wita ogonem w górze i mruczeniem...
Z każdym dniem było tylko lepiej. Bez problemów zaczął jeść, a nie robił tego przez pierwszy wieczór i następny dzień. Zaczął sam do nas przybiegać i nadstawiać się do głaskania... I rozgościł się w domu <klaszcze>


Taki był wtedy malutki!!



A tak wygląda teraz <zakochana>

Jutro to nasze kochane futerko ma swoje pierwsze urodziny. Aż się wierzyć nie chce, że z takiej malutkiej kuleczki wyrósł pięciokilowy kocurro! Piękny kocurro i szalenie inteligentny!
I chociaż ostatnio znów zaczął przypominać łasicę, chociaż niedawno jeszcze był okrąglutki, to i tak jest ślicznym diabełkiem <gwiżdże> I mamy już podział ról w domu. Ja jestem od karmienia, kuwety, od przytulania się, głaskania i miziania, Bo diabelski Lucek to strasznie ciepłe kluchy i leloch jakich mało. Mąż zaś służy do sprzątania kuwety, karmienia i zabaw wszelakich,a ostatnio głownie w berka się chłopaki bawią. Od czasu do czasu pan może dostąpić zaszczytu przytulenia i pogłaskania. <gwiżdże> Jednak z każdym z nas wita sie tak samo głośno i chętnie, jak tylko przekroczymy próg domu. Jak mąż wraca z nocki, nie ma znaczenia, że ja jestem cały czas. Gdy tylko Lucek usłyszy dźwięk auta biegiem do drzwi i miauczy głośno póki pan nie przyjdzie i nie pogłaska i przytuli. Tak nas wita zawsze! pod koniec lutego czeka go dokocenie. Pojawi się u nas nowy,dwunożny członek stada.. Jesteśmy ciekawi reakcji...
Relacja z roczku jutro, albo w sobotę. Zależy jak się przeciągnie impreza <rotfl>
