Pierwsza noc za nami. Późnym wieczorem Hugo zrozumiał, że ten braciszek to już na zawsze i trochę zaczął na niego sykać, a nawet raz chciał zapolować na Maniusia, który biegał jak szalony za laserkiem.
Mały nie pozostawał dłużny - śmiesznie "gulgotał", kiedy Hugo przyglądał mu się z bliska ze wzrokiem mordercy. <lol>
Wieczorem było kuwetkowanie, jedzenie, picie, więc wszystko ok. Chociaż Maniuś nie korzysta z kuwety i misek, które ma w pokoju, tylko biega do kuchni do misek Huga, oczywiście duża kuweta też jest najlepsza. <lol>
Poszliśmy spać około 1.00: Hugo na swojej miejscówce, Maniuś na lóżku. Do 5.00 był spokój, rano trzeba było pobawić się z kotami, żeby Hugo nie ganiał Maniusia. Rano chłopaki zaliczyli jedzenie (z różnych misek), picie (z czego się da) i kuwetkę. Teraz odpoczywają. Ja też jeszcze się kładę <lol> <lol> <lol>
Przypominają mi się czasy, gdy miałam małe dzieci
Zobaczymy, co przyniesie dzień....
