Dziś rano byłam z Bentley'em na badaniach okresowych. Rano udało mi się złapać mocz, niedobra kocia mama zabrała kuwetę na noc i dopiero rano ją wystawiła <gwiżdże> . Wcześniej w lecznicy kupiłam takie granulki, aby wsypać do kuwety i bez problemu później zebrać z niej mocz bo te granulki nie "reagują" z moczem. Bentley oczywiście NIE wszedł o kuwety, zajrzał, że coś nowego jest, spojrzał na mnie wzrokiem"no chyba żartujesz" i odszedł z ogonkiem podniesionym. To wsypałam zwykły żwirek i złapałam mocz plastikowym kubkiem, mina mojego męża, który dopiero wstał i patrzył z niedowierzaniem co robię była bezcenna <rotfl> .
U weterynarza był cyrk, bo Bentley nie daje sobie pobrać krwi (do kastracji miał pobieraną po uśpieniu). Wstępuje w niego istny demon, gryzie, drapie, wyrywa się tak, że nie sposób go utrzymać nie robiąc mu krzywdy, krzyczy, że go na zewnątrz słychać <shock> . Pani weterynarz z pomocą i kocem nie dały rady ale ja o tym wiedziałam

. Ponoć to pierwszy w jej karierze taki niedotykalski brytyjczyk <shock> . Nie chcąc mu krwi na siłę pobierać umówiłyśmy się, że jak w moczu wyjdzie coś nie tak, to pobierzemy krew tak, jak podczas kastracji bo on strasznie się stresuje tymi zabiegami.
Bentley waży już 4,5 kg <shock>