U nas znów zawirowania, a właściwie powtórka z rozrywki.

Ostatnie tygodnie panny Holly i Bibi nieustannie się drapały. Przez cały czas sa na RC Calm, czasem skubną Growth, ale w znikomych ilościach, czasem mokrą saszetkę RC Young Female, tuńczyka z warzywami Miamor i ŻADNYCH SMAKOŁYKÓW, PAST I INNYCH DODATKÓW. Holly zjada wieczorkiem surową wołowinę lub kawałek cielęciny podprowadzony Lulu. Dziwną rzeczą jest, że Bibi - niegdyś koneserka krwistego mięcha - od czasu pierwszej akcji z wydrapaniem w styczniu straciła zdecydowanie na nie ochotę. Dlaczego o tym piszę? Bo w ostatni czwartek skusiła się i zjadła parę kawałków. W niedzielę po obudzeniu nogi mi się ugięły... Bibi rozdrapana do krwi na karku, szyi, brodzie. Oczywiście pozbyła się przy tym świeżo odrośniętego futra.

Zadzwoniłam do kliniki czynnej 24h na Bemowie i za namową weta pojechaliśmy na zastrzyk. Na miejscu jednak zdecydowaliśmy się poczekać ze sterydem do poniedziałku, aby wcześnie rano pobrać jej krew do testów na alergię pokarmową. Dodam, że cztery dni wcześniej oddaliśmy krew Holly do tych samych badań, bo wydawało mi się, że jej świąd bardziej doskwiera. Kosztowne to jak cholera, ale ja już po prostu wymiękam. Dodatkowo zleciłam morfologię i biochemię - wyniki już dostałam i jest ok.
Najgorsze jednak przeżyłam w nocy z niedzieli na poniedziałek. Bibi ok. północy zaczęła biegać pobudzona, nic do niej nie docierało, tak jakby polowała na muchę. Wprowadziła w niepokój Holly i Lulu, które z czasem zaczęły ją w tym szale traktować jak wroga. Holly zaczęła się na nią czaić, potem atakować. I tak jak ja jestem jej ukochaną pańcią, tak nie mogłam jej dotknąć. Patrzyła na mnie, na boki z szaleństwem w oczach i znów gonitwa za nie istniejącym celem. Tarzała się po ziemi, lizała obsesyjnie ogon - normalnie obłęd. Myślę, że świąd był tak silny, że wpadła w irracjonalne zachowanie z napadami agresji włącznie. Około 3 w nocy przysiadła gdzieś w mieszkaniu i trochę się uspokoiła. Po 5 obudziła mnie piskiem, więc zadzwoniłam do weta i potwierdzono moje przypuszczenia. Albo silne swędzenie, albo zatoki okołoodbytnicze. Pojechaliśmy z bidulką, pobrali jej krew do testów i w mig zastrzyk Dexafort. Powrót do domu, zamianka i na zastrzyk pojechała Holly (nie chcieliśmy zostawiać samej Lulusi). Jeszcze Bibuchę trochę rzucało, ale po ok. trzech godzinach uspokoiła się. Serce mi pękało, bo w takich sytuacjach bezsilność jest czymś strasznym, a zwierzę cierpi.

Weterynarz powiedział, że zastrzyk długo działa. Liczę, że coś testy wykażą i zabierzemy się za odpowiednią dietę.
Dziś moje kochane trio cały dzień odsypia ostatnie stresy i pobudki w nocy.
No i robiąc rachunek stawiam na wołowinę, bo po zjedzeniu jej Bibi dopadła ta reakcja. Może Royal, może tuńczyk? Obyśmy poznali przyczynę.
Dla ocieplenia zimnych ostatnio dni i polepszenia nastroju trochę fotek moich plenerowych dziewczynek.
Lulu-największa wielbicielka ptaszków, muszek, przechodzących ludzi, bawiących się dzieci :-) Normalnie mogłaby się przeprowadzić na balkon <zakochana>
A myślałam, że będzie kremówka najdrobniejsza z całej trójki <lol>
A ma dopiero 7 miesięcy <lol>
Ciągle dziecina <zakochana>
I kochana Bibi <serce> Niegdyś pirat z piekła rodem <diabeł> Stuknął jej roczek i teraz wrażliwa i płochliwa...No ale pracuję nad nią i mam nadzieję, że demony pójdą precz! <diabeł>
Tu swojej siostrzyczki Holly się nie wyprze :-)
Pozdrawiamy ciepło :-)