Powtórzę to, co napisałam w wątku o Sarze: dziękuję Wam za słowa, które napisaliście
Strata Sary dotknęła nie tylko nas, ludzi. Koty też czują, że coś jest nie tak. Wypatrują, nasłuchują. Martwię się o Leona. On był związany z Sarcią dosyć mocno. Teraz chodzi i przeraźliwie miauczy. Siada koło miejsca, gdzie była Sary leżanka, wpatruje się w to miejsce i zawodzi. W sobotę nie schodził ze swojej szafeczki przez cały dzień. Był bardzo apatyczny. Wczoraj już było lepiej, tylko to miauczenie...
Do kontaktu wsadziłam Feliweya. Dużo go głaskam i tulę. Nie wiem jak mu mogę jeszcze pomóc
Dobrze, że jest Boguś. Zaczepia Leona, zachęca do zabawy. Dzięki temu Leon nie jest cały czas taki przygnębiony.