Witam po krótkiej przerwie i życzę wszystkim w tym Nowym Roku by był dla nas lepszy od poprzedniego :-)
My wróciliśmy dzisiaj z wypadu w góry. Cieszę się, że udało nam się wyjechać i zaznać troszkę wypoczynku, spacerów po śniegu i spokoju.
Nasze miśki jechały z nami i jak to zawsze bywa znowu zaskoczyły nas zupełnie swoimi zachowaniami. Mieszkaliśmy w małym domku, gdzie mieliśmy też do dyspozycji swoje schody na górę do pokoju i myślałam, że naszym kotkom się one spodobają i będą po nich biegać (i tracić nadmierny tłuszczyk). Ponieważ Brysia była już kiedyś z nami na wakacjach, gdzie też były schody, to byłam pewna, że tutaj też jej się spodobają. A tutaj szok - Brysia bała się tych schodów i przez tydzień nie nauczyła się z nich schodzić. Musiałam ją znosić na dół, żeby nie siedziała wciąż sama na górze. Do góry sama wchodziła, ale na dół już nie. Za to Tami miał pierwszy raz kontakt z czymś takim jak schody a się okazało, że na nim nie robi to żadnego wrażenia i sobie chodził tam i z powrotem. Przynajmniej miał chłopak trochę więcej ruchu, jak się tak nachodził do góry i na dół <mrgreen>
Oba miśki nawet dość szybko przyzwyczaiły się do nowego lokum, a w nocy Bryśka przychodziła się do nas miziać i pospać z nami
Wczoraj to był dla Tamiego bardzo ciężki wieczór. W tamtym roku w domu to jak strzelały petardy, to biedny uciekł do łazienki i tam siedział, a w tym roku to przeżywał to jeszcze gorzej. Latał wszędzie żeby się schować i nie wiedział gdzie, bo nigdzie nie mógł znaleźć odpowiedniego miejsca. W końcu zakopał się cały do koca, wsadził mi głowę pod łokciem, a ja trzymałam biedaka za uszka, żeby jak najmniej słyszał te strzelanie. Tak przesiedziałam z nim chyba do pierwszej w nocy, aż się uspokoiło strzelanie. Biedny misiek dyszał ze strachu, ale potem jak już przestali strzelać to zachowywał się już normalnie. Chyba w przyszłym roku będę musiała pomyśleć o jakichś środkach uspokajających dla niego. Za to Brysia się nie przejmowała zupełnie całą tą strzelaniną. Przedziwne są te nasze futra. Ta strachliwa, co zawsze ucieka jak ktoś przychodzi nie boi się petard, a ten co się nie boi zazwyczaj niczego, boi się strzelania. A ten strach Brysi przed schodami to już w ogóle jest dla mnie przedziwny, tym bardziej, że kiedyś na schodach śmigała. Niezbadana jest jednak kocia psychika dla mnie <roll>
Dzisiaj już nie mam siły, ale jutro jakieś fotki może się znajdą :-)