po dłuższej przerwie jesteśmy z powrotem <mrgreen> Na początku dziękujemy bardzo bardzo za kciuki za bezproblemową sterylkę - podziałały :-) Jesteśmy już 2 tyg. "po" i chyba mogę powiedzieć, że już po wszystkim. Ranka zrośnięta bardzo ładnie, Zuzolek zdaje się o niczym już nie pamiętać, tylko goły brzusio zdradza, że coś tam było majstrowane

Ale od początku - mała była bardzo dzielna i po trochu wzięła sprawy w swoje łapy - wiadomo, że ja dla niej chcę jak najlepiej tak więc przed sterylką zdecydowaliśmy się na znieczulenie wziewne, wiadomo - bezpieczniejsze. Ale jak się później dowiedziałam mała za chiny nie pozwoliła sobie niczego wsadzić/podsunąć do pysia...Jak powiedziała Pani weterynarz Zuzola okazała się być nad wyraz charakterną kotką - no cóż taki jej urok <mrgreen> Tak więc mała miała znieczulenie standardowe, ale wybudziła się szybciutko i już przed 16 byliśmy ją odebrać. Papruch nas poznał <zakochana> i już przez transporterek było lizanko palucha. W domku wylazła z transportera i zaczęła łazikowanie w tym swoim śmiesznym kubraczku <lol> A ja kurczę myślałam, że ona będzie wykończona i pójdzie spać. Nic z tego! Mała próbowała włazić wszędzie i ani myśleć jej było iść spać <lol> Powiem szczerze, że wtedy odetchnęłam i stwierdziłam, że nie jest tak źle jak myślałam. No ale wtedy przyszedł Julek i się zaczęło...Moje dotąd papużki-nierozłączki zaczęły na siebie syczeć/warczeć...Mega mocno, nie było rady - koty zostały odseparowane, a u mnie zaczęła się panika...Ale koniec końców jest już ok - po 2 dniach wszystko wróciło do normy (dzięki Julkowi - kurczę, jak ten kot starał się "rozkminić" Zuzola, żeby już na niego tak nie syczała - przynosił jej wszystko: jedzonko, ulubione zabawki, aż ja się rokleiłam <lol> I znów jest "friendship-forever" <zakochana> Ale, że u mnie jest zawsze coś...pod koniec zeszłeg tygodnia Mała znów się nabawiłą kontuzji, podejrzewam, że podczas zabawy z Julkiem - uszkodzny nabłoenk rogówki. Na szczęście same kropelki pomagają i obejdzie się bez podawania surowicy czy operacji <strach> brrrr... Pani wet. tylko "dziękowała" za szybką moją reakcję i nieodwlekanie wizyty - w ten sam dzień gdy zauważyłam że coś z oczkiem nie halo zapakowałam Małą i pojechaliśmy do weta - najprawdopodobniej szybka reakcja uratowała oczko przed kompliakcjami - to tak ku przestrodze...
No i wśród tych wszystkich zakrętów mieliśmy jeszcze jeden Bardzo Ważny Dzień - moje chłopaczysko Julian skończył roczek (20 marca) - tak więc wszystkiego naj naj naj mój Ty kochany skarbeńku <zakochana> :
no i jak tu nie pocałować tych łaputek??
I moja dzielna dziewucha - wybaczcie, ale nie miała najmniejszej ochoty pozować do zdjęć
