Dzięki kobiety za kciuki. Tiffcok już w domu oczywiście. Od wczoraj jest na nas śmiertelnie obrażona i wcale jej się nie dziwię. Unika nas jak może, chociaż powolutku dystans się zmniejsza. Rano wsadziłam ją do transportera i zawiozłam na antybiotyk do weta. Jak tylko się zorientowała co jest grane zaczęła płakać i tak przez całą drogę. U weta totalny foch, ale w drodze powrotnej dupka jej ożyła :-) .
Jeszcze raz serdeczne dzięki za kciukasy.
Tiffka w swoim "nowym" wdzianku (porusza się w nim ja aligator :-) ):
"Nie rób mi zdjęć kobieto, bo źle mi na razie, a poza tym twoja córka wyśmiała kolor mojego kubraczka, więc może lepiej się w nim na forum nie pokazywać"
"Skoro tak bardzo prosisz, to rób, ale tylko to jedno"
