Po kilku dniach mogę powiedzieć, że mała się już zaklimatyzowała, nie chowa się pod łóżko, za mną chodzi krok w krok, w łazience ma już miejsce na pralce żeby mnie obserwować;-) Wita nas w drzwiach, a moją poduszkę już całkiem zawładnęła, ja śpię na twardym, a ona rozciągnięta na całą długość na podusi

I mruczy i łasi się, nastawia łebek, ociera o rękę...Jest kochanym pieszczoszkiem:-)
Z Timonem coraz lepiej, sama go zaczepia, goni, jak się zaczynają kotłować to ten wielkolud bidny nawet nie miauknie, a ona się na nim wyżywa, aż sierść leci -_-' Ale jak myślę, że jest wystraszona i je rozdzielam to sama za nim biegnie, robi łapką tzw. "berek" i czeka aż on ją złapie i znowu się na nim wyżywa -_-' A on jest mega cierpliwy, podczas zabawy jedyne co wykorzystuje to, że może się na niej "rozlać", ale ani nie drapie, ani nie gryzie, nawet uszu po sobie nie układa, widać że dla niego to czysta zabawa. A potem położą się na jednym drapaczku, mała da się wylizać, przechodząc koło niego otrze się o niego, zrobi "grzbiecik", noski noski i jest gitara

Jednak dokacanie kociakiem jest dużo łatwiejsze niż dorosłym kotem, one mają w sobie tą dziecięcą niewinność, czysta kartka do zapisania:-)
I troszkę zdjęć:-)
Kto tak potrafi się wygiąć?:-D
I dzisiaj wpakował się jej jak spała na hamaczku, prawie ją udusił na nim, jak podeszłam to tylko jej dupka wystawała -_-' Ale zaraz się wykaraskała spod niego i z radością dała się wylizać. Jednak na dłuższą metę jeden hamaczek na dwa koty okazał się za mały
