Skoro życzenia już złożyłam, to teraz trochę zdjęć
Czy chce mi się wychodzić na ten mróz?:
Nie idź beze mnie!:
Nawet nie chcę na ciebie patrzeć:
Dlaczego taka jesteś?:
Szczyt dostojeństwa:
Zawsze na dystans:
Moje dziewczynki najwyraźniej nie miały noworocznego postanowienia o poprawieniu swoich relacji. Pusia dalej nie znosi małej. Na powyższych zdjęciach siedziała w prawdzie w pobliżu (bo słoneczko), ale cały czas burczała stamtąd na małą i w końcu nie wytrzymała i sobie poszła, choć Orcio nic "złego" nie robiła. W sumie już przywykliśmy do tego, że w domu ciągle syczenie i burczenie słyszymy o różnych porach dnia i nocy. Pusia nie cierpi Orodruiny, nie chce mieć z nią nic wspólnego i unika jej jak tylko może. Na mnie syczy, jak tylko wyczuje, że noszę zapach małej. Za to Orcio namiętnie dręczy Pusię. Jak Pusia śpi na kanapie na kocyku, to Orcio też tam zaraz włazi. Jak śpi na łóżku w zielonej sypialni, to Oro ładuje się na łóżko obok. Jak chce się poprzytulać do pana, Oro również chce się przytulać. Jak zdesperowana ucieka na szczyt sekretarzyka, Oro usadawia się na krześle poniżej i czeka aż zejdzie, by znowu móc ją gonić i przy odrobinie szczęścia może nawet wskoczyć jej na grzbiet i próbować jeździć jak na koniu. Biedna Pusia
Jeszcze tli się we mnie odrobina nadziei, że jak Oro podrośnie i trochę się "uspokoi" to Pusia się do niej w końcu przekona.
Mimo to, jak tylko Oro płacze z jakiegoś powodu, to Pusia zaraz pojawia się w pobliżu, by sprawdzić co się dzieje. Niedawno na nasz taras przyszedł w odwiedziny tzw. kolega (kocurek sąsiadów) i Pusia cały czas pilnowała małej, która z zainteresowaniem oglądała kolegę przez szybę drzwi tarasowych.
Co do samej Orcio, to cóż rozrabia dalej. Jej tatuś to chyba żaden Lucky tylko Lucyfer był, bo takie z niej diablątko. Ma teraz ksywkę OroRUINA lub Orek-Ptforek. W przerwie świątecznej straciliśmy dwie doniczki. Jedną strąciła z parapetu (zadziwiające ile ona ma siły, bo doniczka duża była), a drugą wiszącą roślinkę po prostu ściągnęła szarpiąc ją uporczywie. Lornetka też została rozbita (trzeba będzie ojcu odkupić <diabeł> ). Dalej żebrze bezwstydnie. Co rano przy śniadaniu ładuje się panu na kolana i asystuje mu przy stole. Ilekroć to widzę pytam, co ma zamiar z nią zrobić, gdy urośnie i będzie ważyła 5kg. Czy wciąż będzie tak jej pozwalał wspinać mu się na kolana do stołu.
Uwielbia masło, którego nie dostaje, a które raz udało jej się dorwać na stole niezabezpieczone po śniadaniu i dokładnie wylizać, więc jak tylko je wyczuje, to zraz jest obok. O bitej śmietanie nie wspomnę. Ona na dźwięk filiżanek z kawą przybiega bo ma nadzieję, że do kawy będzie też ciasto.
Plusem jest to, że nie mam z nią problemu jeśli chodzi o jedzenie. W porównaniu z Pusią to zupełnie drugi kraniec bieguna. Mała chętnie je wszystko i zawsze. Już się obawiam, że trochę za bardzo przytyła i jak tu taką kluskę na wystawie pokazać?? <strach>
Z qpkami też problemu żadnego nie ma ani nie było. Pod tym względem kot-ideał <mrgreen> Ale łasucha takiego to nigdy nie widziałam. Ona jest ciągle głodna, czy raczej ciągle by coś zjadła, bo przecież niemożliwe, żeby była głodna. Rano dostaje puszeczkę / saszetkę, wieczorem porcyjkę mięska i ma zawsze trochę chrupek w miseczce, które jedzą razem z Pusią, bo miska małej wciąż jest lepsza niż własna (ukryta przed małym łasuchem na lodówce). Tak więc jedzenia ma wystarczająco, ale ilekroć ktoś idzie do kuchni ona też tam już jest i wspina się namiętnie po nogach z nadzieją, że coś jeszcze dostanie. Ja nie wiem, co to będzie jak urośnie na tyle, by się dostać na lodówkę. Przecież ona wszystko Pusi spałaszuje i duża będzie chodziła głodna
Na koniec kilka zdjęć rezydentki.
Leniwe popołudnie:
Wielkie oczy:
Efekt zabawy z Photoshopem:
