Dziewczyny, ja mam naprawdę, wierzcie mi, łzy szczęścia w oczach, kiedy to piszę. Przepadliśmy oboje do szczętu. Mój mąż powiedział, że to jest jego kot <lol> Zaczynam się obawiać. Jak nic skończy się tak, że Krzysiek będzie spał z Jadwinią, a ja wyląduję na drapaku <rotfl> Ale nic a nic nie jestem zazdrosna. Malutka jest rewelacyjna... Co prawda po obejrzeniu wszystkich kątów i nagłym stanięciu twarzą w twarz z Leośkiem zaszyła się na 2 godziny pod łóżkiem, ale skończyło się dobrze <mrgreen> Więcej niż dobrze. Wyjęłam Jadwinię spod łóżka, przyniosłam do nas na kanapę i przez cały xfactor nie odstępowała nas na krok! Bawiłyśmy się w myszkę pod kapą, strasznie się malutkiej ta zabawa podobała, myszka to chowała się pod kapą, to wyskakiwała (oczywiście nie sama, tylko animowana moją ręką, taki ze mnie artysta malarz <mrgreen> ), Jadwinia myszkę wytarmosiła, potem sprawdziła na ile rzeczy w salonie da się wdrapać/wskoczyć (udało się na wszystko poza lampą wiszącą <lol> ), tubę zdobyła od góry (skok z kanapy), od boku (wejście dolne i górne), od dołu (na komandosa), kanapę obejrzała całą, przeszła się po oparciu, wykonała ze cztery skoki na stolik (półka dolna) i cztery na blat, gdzie znalazła moje druty i szalik, który dziergam dla Gabci. Szalik rozbroił ją do końca, druty fajnie brzęczały jak się je pacało łapką (cudną, futszatą, na której widok odływam zupełnie <serce> ), dała się wymiziać, wystawiła brzuszek, włączyła traktorek, a w końcu powędrowała do miseczki i długo i spokojnie zajadała suche jedzonko <zakochana>
Dziewczyna jest na razie jedna, Gabrynia, czyli mała dziewczyna. Trochę przeraża Jadwinię. Malutka dała się wyciągnąć spod łóżka tak naprawdę dopiero jak Gabcia poszła spać. Gabi ma prawie 4 lata, no i tak się też zachowuje, jak 4-latek, czyli nieposkromiona kula energii. Biega, krzyczy, ekscytuje się wszystkim. Kot ją zachwycił, ale na krótko, bo jej się przypomniało że musi jeździć na swoim koniu, czyli na rowerze <mrgreen> Jazda na rowerze, po domu oczywiście, była super dla Gabi, ale Jadwinię przeraziła i stąd chyba głównie wzięło się Jadwisiowe schowanie pod łóżkiem. Ale jestem pewna, że Jadwinia się z maluchem oswoi. Lucek i Leoś nauczyli się Gabcię tolerować, czyli wiedzą że jak "jeździ konno" trzeba wycofać się na z góry upatrzone pozycje, a jak ogląda bajki to można spokojnie podejść na głaski.
Zuzia jest jeszcze u taty. Wraca jutro rano. Jest absolutną kocią mamą, oczywiście jak każda nastoletnia dziewczynka przyszłą weterynarką, jestem pewna że na widok Jadwini odpłynie <zakochana> Jedyne czego mi nie wybaczy (na chwilę oczywiście <oops> ) to to że pojechaliśmy bez niej. Ale jutro przed Zuzią wielkie zadanie. Na chwilę zostanie z kotami sama, żeby czuwać nad ogonkami. My musimy wyskoczyć na urodziny Krzysia mamy, Zuzia, wiem to na pewno, nie da się na nie wyciągnąć <lol> Zobaczy Jadwinię i będzie miała to co my, galaretę w serduchu i ściskanie ze wzruszenia w gardle <oops>
Lilu, ja Ci się w życiu nie dam rady odwdzięczyć
Acha, panowie siedzą cicho, nie wystawiają nosów z kąta, czyli spod biurka Zuzi. Nie jedzą, nie piją, nie siusiają. Lucek przy próbach głaskania syczy. Leoś odmawia opuszczenia schronu. Mam nadzieję, że wyjdą w nocy

Takie to zajęcze serca <roll>