Strona 127 z 530

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 23 sie 2013, 16:46
autor: cheshire
Za Karmelka <ok> <ok> <ok>

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 23 sie 2013, 21:21
autor: margita
Karmelku ... co tam znowu ... ?
trzymam kciuki za Ciebie bardzo mocno ... <ok> <ok> <ok>

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 23 sie 2013, 21:30
autor: asiak
Elwirko, i jak tam nasz kochany Karmelek ?
<ok> :kotek: <ok> :kotek: <ok> :kotek:

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 07:32
autor: SZYLKRECIA
asiak pisze:Elwirko, i jak tam nasz kochany Karmelek ?
<ok> :kotek: <ok> :kotek: <ok> :kotek:
No właśnie, właśnie, też myślę i zastanawiam się, jak Karmelek.... poprawiło mu się?? Z wieczorka pobiegał sobie troszeczku, ruszyła kupka? <hm>

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 09:00
autor: elwiska3
Karmelek zrobił kupkę dopiero dzisiaj rano. Niezbyt duża i dość miękka.
Dodatkowo zdziwiło mnie to, ze nie była zakopana.
Spal u nas dzisiaj brat męża i jak koteczek kuwetował to zadzwonił mu budzik w telefonie. Może to chłopaka wypłoszyło i nie zakopał.
Ech ja ciągłe się martwię o tego mojego chłopczyka. Siedzi teraz pod łóżkiem. A wieczorem towarzyszył mi ale specjalnie ruchawy nie był. No i ten apetyt też nie jest oszałamiający :-/////

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 09:20
autor: Audrey
Karmelku wracaj szybko do zdrówka i nie martw już Pańci.

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 09:25
autor: SZYLKRECIA
Kupka to już zawsze coś, niezakopana, u nas tez czasem się zdarza..
Oj biedulek Karmelek... :kotek: dobrze, że pochrupuje coś Malusio,
Miziaki dla dzikuska :kotek:

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 09:43
autor: ania1978
nie martw się Elwisko, widocznie Karmelcio nie lubi zmian :kotek: na pewno wszystko wróci do normy tylko chłopak musi mieć spokój :kotek:

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 10:51
autor: Agnes
Karmelku :kotek: nie martw Pańci :hug: i szybko wracaj do zdrowia!

Re: Karmelek - nasze maleństwo

: 24 sie 2013, 11:06
autor: elwiska3
Teraz Karmelek śpi sobie na kartonach w mojej szafie - na wysokościach jak królewicz.
Ale wystraszył mnie nieźle - poszłam się umyć i kot zniknął. Przeszukałyśmy z Tosia całe mieszkanie, wyjrzałam nawet na zamknięty balkon i okienne parapety <shock> zajrzałam pod łóżko, do wózeczka Tosi i nic. Kot zniknął.
A ona spał sobie na kartonach za moimi motocyklowymi rzeczami i zupełnie nie było go widać.
Obrazek
Obrazek