Strona 128 z 186

Re: Liluszka

: 16 mar 2017, 23:01
autor: Diazo
Będzie wsio OK, a w przyszłości może lepiej wrócić do poprzedniego konowała?

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 10:45
autor: Luinloth
Ja już bym chyba więcej nie poszła do takiego weta :kaszana:
Zdarzało nam się być u "nie naszej" wetki, zwłaszcza jak jeszcze chodziliśmy na manicure, ale każdy zawsze pytał, czy gryzie.
Lilusiu :kotek: :kotek: :kotek:

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 11:07
autor: Kamila
Oj mówię Wam, cały czas myślę o tym jak ta moją biedną dziewczynkę trzymali, mam straszne wyrzuty sumienia, i ten jej stres się pewnie odbije na wynikach badań ;-( Mój wet teraz jest na zapisy i strasznie długie kolejki do niego, ale już mam nauczkę nawet na pobranie krwi do swojego weta będę chodzić.

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 11:19
autor: Luinloth
Mądry wet pozna, co może się dziać u kota ze stresu, a co jest złym wynikiem. Eris za pierwszym razem miała leukocyty dość mocno pod kreską, rok później niby więcej, ale dalej na granicy - wetka od razu nam powiedziała, żeby się tym nie martwić i że kotom z nerwów może się tak dziać, na badania się patrzy całościowo i wtedy widać, że kot zdrowy :)

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 16:30
autor: yamaha
A ja (zaraz na mnie spadna gromy, ale co tam :saint: ) jednak troche tego weta rozumiem/sie z nim zgadzam.
Zwierze to zwierze.
KAZDE, ktore ma zeby - gryzie.
Chocby nie wiedziec jak spokojne w 999999 przypadkach, w tym "milionowym" moze mu sie odmienic.

"Przezorny zawsze ubezpieczony", ot co.

Krzywda sie kotu nie stala. :kotek: :kotek: :kotek:

Teraz mozecie krzyczec :lol:

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 16:36
autor: yamaha
Wlasna Mamcia mi sie przypomina..... ;-))
ZAWSZE, przy kazdej domowej wizycie (Mamcia "stary dobry pediatra"), prosi o WYPROWADZENIE z pokoju zwierzecia (glownie psa, nie wiem jak bywa z kotami, musialabym ja zapytac.... o rybkach nigdy nie wspominala, wiec nie bede zapewniac... :haha: ).
Chocby nie wiem jak ja zapewniali, ze to maly spokojny piesek, ze nie gryzie, ze wlasnie spi, ze "aniol nie pies" itp.
Badanie dziecka = zwierze na zewnatrz.

Bo reakcja moze byc wlasnie taka "milionowa".
I ja sieM z nia zgadzam.
Bo Mamcia to sie zna najlepiej. O. :mrgreen:

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 16:56
autor: Kasik
Mi ciężko się wypowiedzieć na temat techniki samego weta, jeżdżę ze swoimi do jednej kliniki, tam moje koty znają i wiedzą, że są bardzo spokojne, nie gryzą i nie drapią. Zresztą przy większości zabiegów ja trzymam kota głową w moją stronę, bądź przytulam łepek do siebie, nigdy nie trzymam za kark.

Rozumiem natomiast weta, że podchodzi ostrożnie do zwierząt, których nie zna, zwłaszcza do psów. Większość naszych brytków jest spokojna, ale znam wiele opowieści o kotach nie do utrzymania w trakcie badania, strach wzbudza w nich taką agresję, że zarówno lekarz jak i opiekun mają olbrzymi problem podczas badania.
O psach nie wspomnę, szlag mnie trafia jak widzę wchodzące do kliniki duże psy bez kagańca, mimo, że na drzwiach jest napisane wyraźnie, że na badanie pies ma być w kagańcu. Wiadomo, każdy opiekun uważa, że jego misiek nie gryzie, ale na przestrzeni ostatnich dwóch lat szef naszj klinii był dwukrotnie pogryziony, groziła mu amputacja palców, wdała się martwica, nie mówiąc o tym, ze tylko refleks uchronił go od tego żeby 70 kg pies nie złapał go za twarz, a za rękę. Właściciel nie zdążył zareagować, nawet okiem nie mrugnął i chyba był bardziej zaskoczony od weta. Pies spokojny, stały pacjent kliniki, a jednak... Więc uważam, że ostrożności nigdy za wiele, aczkolwiek sama nie chciałabym trzymać swoich kotów za kark tylko na swój sposób.

A teraz najważniejsze, Liluszko, dzielna byłaś, rozchmurz się, najważniejsze żeby wyniki były dobre :kotek: :serce: :kciuki: :kciuki: :kciuki:

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 17:28
autor: fado123
Biedna Liluszka ;-( ale szybko zapomni ,poprzytulaj ją od cioci :hug:

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 18:47
autor: Mago
yamaha pisze: 17 mar 2017, 16:30 A ja (zaraz na mnie spadna gromy, ale co tam <święty> ) jednak troche tego weta rozumiem/sie z nim zgadzam.
Zwierze to zwierze.
KAZDE, ktore ma zeby - gryzie.
Chocby nie wiedziec jak spokojne w 999999 przypadkach, w tym "milionowym" moze mu sie odmienic.

"Przezorny zawsze ubezpieczony", ot co.

Krzywda sie kotu nie stala. :kotek: :kotek: :kotek:

Teraz mozecie krzyczec :lol:
No to ja się nie zgodzę, choć gromów absolutnie ciskać nie będę :lol:
Owszem, prawda, zwierzak to zwierzak a kiedy zwierzak się boi staje się nieobliczalny i może pogryźć ale... prawdą też jest, że wszystkiego można się nauczyć, weterynarz to tylko człowiek i albo chce być dobry w swoim zawodzie albo mu to wisi. Jeżeli jakieś badanie ma się odbyć kosztem stresu zwierzęcia bo weterynarz nie umie sobie poradzić inaczej to warto poszukać czy wybrać innego weta. Tym bardziej, że można tak kotu pobrać krew aby zrobić to sprawnie. Jasne, że nie każdemu kotu, nie twierdzę, że wszystko jest albo czarne albo białe.
Sama miałam taką sytuację w zeszłym roku, Gaton źle się czuł i trzeba było do weta. Trafiliśmy na nieznaną nam panią, to co ona wyczyniała jak zabrała się za pobieranie krwi ( kazała kota wpakować w jakiś kombinezon, Gato szalał!) Przerwałam to okropieństwo bo na siłę zwierzęciu nic nie dam zrobić, a wiem, że Gatonowi można spokojnie krew pobrać. I faktycznie, kilka godzin później był na dyżurze "nasz" wet, krew pobrał, kot niezadowolony ale spokojny. Można?, można. Tak więc sorry, ale lęki weta mało mnie obchodzą, jak ma problem ze strachem to niech to ogarnie we własnym zakresie, a nie kosztem zwierzaka. No taka prawda. To specyficzny zawód, nie dla każdego, może jak każdy zawód zresztą ma swoją specyfikę...

A wypraszanie zwierzaka z pokoju podczas wizyty lekarskiej u małego pacjenta bardzo zasadne. Ale to całkiem inny temat i kto inny tu jest pacjentem ;-)

Re: Liluszka

: 17 mar 2017, 19:15
autor: yamaha
Ja wlasnie po PYSZNYM musujacym winie jestem (premie i week-end z TZ'em swietujemy :mrgreen: ), wiec jakbym glupoty gadala albo cos nieskladnie mowila, to prosze wybaczyc :mrgreen:
Kamila pisze: 16 mar 2017, 19:00 ten u którego dziś byłam kazał ją trzymać za kark i nakłuwał dwie łapki
Mago pisze: 17 mar 2017, 18:47 Trafiliśmy na nieznaną nam panią, to co ona wyczyniała jak zabrała się za pobieranie krwi ( kazała kota wpakować w jakiś kombinezon, Gato szalał!)
Troszke roznicy jest ;-))
I Luliszki (mojego pyszczka forumowego kochanego :serce: ) oczywiscie mi szkoda, ale nie zmienia to faktu, ze TRZYMANIE KOTA ZA KARK nie jest dla niego "katorga" ;-)) I weta potrafie zrozumiec.