Mi ciężko się wypowiedzieć na temat techniki samego weta, jeżdżę ze swoimi do jednej kliniki, tam moje koty znają i wiedzą, że są bardzo spokojne, nie gryzą i nie drapią. Zresztą przy większości zabiegów ja trzymam kota głową w moją stronę, bądź przytulam łepek do siebie, nigdy nie trzymam za kark.
Rozumiem natomiast weta, że podchodzi ostrożnie do zwierząt, których nie zna, zwłaszcza do psów. Większość naszych brytków jest spokojna, ale znam wiele opowieści o kotach nie do utrzymania w trakcie badania, strach wzbudza w nich taką agresję, że zarówno lekarz jak i opiekun mają olbrzymi problem podczas badania.
O psach nie wspomnę, szlag mnie trafia jak widzę wchodzące do kliniki duże psy bez kagańca, mimo, że na drzwiach jest napisane wyraźnie, że na badanie pies ma być w kagańcu. Wiadomo, każdy opiekun uważa, że jego misiek nie gryzie, ale na przestrzeni ostatnich dwóch lat szef naszj klinii był dwukrotnie pogryziony, groziła mu amputacja palców, wdała się martwica, nie mówiąc o tym, ze tylko refleks uchronił go od tego żeby 70 kg pies nie złapał go za twarz, a za rękę. Właściciel nie zdążył zareagować, nawet okiem nie mrugnął i chyba był bardziej zaskoczony od weta. Pies spokojny, stały pacjent kliniki, a jednak... Więc uważam, że ostrożności nigdy za wiele, aczkolwiek sama nie chciałabym trzymać swoich kotów za kark tylko na swój sposób.
A teraz najważniejsze, Liluszko, dzielna byłaś, rozchmurz się, najważniejsze żeby wyniki były dobre
