Re: Koko i Niunia
: 12 sie 2016, 21:56
Ach, dziękuję za pamięć.
Ostatnio niestety troszkę zaniedbałam udzielanie się na forum.
U nas w domu mamy masakryczny remont.
Człowiek urobiony po pachy, otumaniony od oparów farb i rozpuszczalników, wszędzie pełno gipsowego pyłu, włosy od kurzu sztywne jak u jakiegoś skina, w zębach trzeszczy piasek, okulary trzeba przecierać co chwila, żeby chociaż sprawdzić, czy aby słońce na dworze jeszcze świeci. Koty za to szczęśliwe nad wyraz, bo taki bajzel to one uwielbiają. Jest co zwiedzać, podkradać to i owo, spać na nowych śmieciach, tarzać się w tu i tam, byle futra na maksa wybrudzić. No, po prostu mają raj. Dużo czasu spędzają ostatnio w ogrodzie. I to też im się mocno podoba. Szkoda tylko, że lato takie krótkie.
Zatem, Kochane e-Cioteczki, dzisiaj foto-relacja z typowych poczynań Koko i Niuni w ogrodzie. O tym, jak to ropuchy, zwanej Kumatą, stałej rezydentki naszego ogrodu, futra poszukiwały.
„Wyprowadzka Kumatej”
Ponieważ w ostatnim czasie, w ogrodzie Koko i Niuni odnotowano wyjątkowo wzmożone prześladowanie żabiego rodu, Kumata w końcu wkurzyła się, spakowała walizki i nocą ostentacyjnie wyemigrowała za granicę (czytaj: za płot ogrodu). A koty, nieświadome niczego, po wyjściu do ogrodu, jak zwykle żwawo ruszyły z tradycyjną wizytą „duszpasterską” do wiadomej siedziby.
- Hej tam, Kumata! To znowu my, twoi wytęsknieni goście. Cieszysz się? – Niunia bystrym oczkiem przeskanowała zarośla.

- Gdzie jesteś? Pora wstawać ! – Koko z pasją pazurem czesał liście bergenii.

- Dziwne. No żeby nawet nie zostawić klucza pod wycieraczką?

- Może zażywa porannej kąpieli? – Koko pognał nad brzeg stawu i zapuścił żurawia przez chaszcze.

- Oj! Nieładnie tak, Koko, podglądać dziewczynki w negliżu – Niunia kulturalnie zwróciła uwagę.

- Jakie dziewczynki? Jak już, to co najwyżej pryszczate ropuchy. Ale nie widzę nawet jednej sztuki.

- O! Gołębie przyniosły pocztę.

- Przesyłka lotnicza. Uwaga! Rzucamy. Dwadzieścia złociszy się należy za dostawę. Reklamacji po odejściu od kasy się nie uwzględnia! No szybko! Łapcie, lebiegi jedne, bo nie mamy czasu!

- No barany jedne! Nie dość, że mają złodziejskie opłaty, to jeszcze za płot rzucili.

- O jasny gwint! Grabie by się przydały. Ale już prawie mam. Ufff… Lewa łapa dłuższa.

- No i co tam, Koko? Rozwijaj szybko i czytaj.
- Kumata pisze, że wyjechała do sanatorium. Na długo, wyraźnie podkreśla. Każe ci posprzątać jej chałupę i zadbać, aby staw rzęsą nie zarósł. Klucz zostawiła w starym bucie za konewką - wymamrotał Koko półgębkiem.
- Też coś!!! Jeszcze czego! – odfuknęła Niunia.

- A teraz chyba się nieco zdrzemnę. Wyjątkowo pracowity mieliśmy dzionek. Pa, mała!

Zatem, Kochane e-Cioteczki, dzisiaj foto-relacja z typowych poczynań Koko i Niuni w ogrodzie. O tym, jak to ropuchy, zwanej Kumatą, stałej rezydentki naszego ogrodu, futra poszukiwały.
„Wyprowadzka Kumatej”
Ponieważ w ostatnim czasie, w ogrodzie Koko i Niuni odnotowano wyjątkowo wzmożone prześladowanie żabiego rodu, Kumata w końcu wkurzyła się, spakowała walizki i nocą ostentacyjnie wyemigrowała za granicę (czytaj: za płot ogrodu). A koty, nieświadome niczego, po wyjściu do ogrodu, jak zwykle żwawo ruszyły z tradycyjną wizytą „duszpasterską” do wiadomej siedziby.
- Hej tam, Kumata! To znowu my, twoi wytęsknieni goście. Cieszysz się? – Niunia bystrym oczkiem przeskanowała zarośla.

- Gdzie jesteś? Pora wstawać ! – Koko z pasją pazurem czesał liście bergenii.

- Dziwne. No żeby nawet nie zostawić klucza pod wycieraczką?

- Może zażywa porannej kąpieli? – Koko pognał nad brzeg stawu i zapuścił żurawia przez chaszcze.

- Oj! Nieładnie tak, Koko, podglądać dziewczynki w negliżu – Niunia kulturalnie zwróciła uwagę.

- Jakie dziewczynki? Jak już, to co najwyżej pryszczate ropuchy. Ale nie widzę nawet jednej sztuki.

- O! Gołębie przyniosły pocztę.

- Przesyłka lotnicza. Uwaga! Rzucamy. Dwadzieścia złociszy się należy za dostawę. Reklamacji po odejściu od kasy się nie uwzględnia! No szybko! Łapcie, lebiegi jedne, bo nie mamy czasu!

- No barany jedne! Nie dość, że mają złodziejskie opłaty, to jeszcze za płot rzucili.

- O jasny gwint! Grabie by się przydały. Ale już prawie mam. Ufff… Lewa łapa dłuższa.

- No i co tam, Koko? Rozwijaj szybko i czytaj.
- Kumata pisze, że wyjechała do sanatorium. Na długo, wyraźnie podkreśla. Każe ci posprzątać jej chałupę i zadbać, aby staw rzęsą nie zarósł. Klucz zostawiła w starym bucie za konewką - wymamrotał Koko półgębkiem.
- Też coś!!! Jeszcze czego! – odfuknęła Niunia.

- A teraz chyba się nieco zdrzemnę. Wyjątkowo pracowity mieliśmy dzionek. Pa, mała!
