Witamy wszystkie ciocie i przedstawiamy nowe wieści
Przeżywamy trudny okres, po chwilowej poprawie u Hugusia nastąpił nawrót choroby. Na szczęście pańcia (czyli ja <lol> ) to straszna panikara i wszystkie najmniejsze zmiany wychwytuje w mgnieniu oka, jak pies gończy wyniucha niewłaściwy zapach z pysia. Dlatego nawrót choróbska został stłumiony w zarodku.
Huguś jest przebadany na wszystkie strony - krew (było dobrze, jest lepiej), mocz - jest ok, wszelkie proporcje składników krwi i moczu - jest ok. Tylko PH moczu raczej neutralne niż kwaśne, ale o to zadbamy, jak Huguś już całkiem wydobrzeje. Czekamy jeszcze na wyniki pełnego profilu krwi, będą jutro wieczorem.
Hugusieniek nadal bierze zastrzyki: antybiotyk i przeciwzapalny + przeciwbólowy oraz od czasu do czasu kroplówki. W łapce znów pojawił się dziś wenflonik, bo kroplówki podskórne nie służą mu (nie lubi ich po prostu). Te kroplówki dlatego, bo Huguś wcale nie ma apetytu, a jak dostał lek na apetyt, to zjadł tyle, że zaczął wymiotować.
Na szczęście dziś już mogę napisać, że sytuacja jest ogarnięta. Doleczanie potrwa jeszcze kilka dni i będzie ok. Wprawdzie nasz pan doktor stwierdził, że jestem pierwszą panikarą, ale jeśli chodzi o koty, to wcale się tego nie wstydzę. Nie wiem, ile mi przybyło siwych włosów podczas choroby Hugusia, ale na szczęście wychodzimy z tego.
Dziś moje duże szczęście, jak zobaczyło kroplówkę, podrapało mi twarz, wyglądam niezwykle atrakcyjnie <shock> <strach> <lol> , ale co tam - wszystko się zagoi.
W domu mój osobisty mąż stwierdził, że mój kot odważył się na coś, na co on nigdy by sobie nie pozwolił, ale widać kotu wolno więcej
Tak więc - chyba nareszcie wszystko się klaruje.
A Maniuś zdrowy, aktywny i nieustająco sprawdzany wizualnie, czy nic się nie dzieje. Mięcho wcina, karmę mokrą uwielbia i jest zrozpaczony, jak musi jeść suchą. Ale musi, bo jest zdrowa. Maniuś jest przekochany, waży już 2650 g i jest takim naszym złotym okruszkiem.
Wybaczcie, że dziś bez zdjęć i że rzadko piszę, ale każda kroplówka trwa 2,5 - 3 godziny + badanie i zastrzyki, więc większość czasu po pracy spędzam już trzeci tydzień w klinice weterynaryjnej.
Kciuki jeszcze się przydadzą, ale wszystkie dobre fluidy dotarły i zadziałały. Dziękujemy za nie serdecznie.
