- a my mamy Święta pod hasłem- Alma....
- otóż Almutka od paru dni charczała...nie za często, tak raz - dwa razy na dobę, cichuteńko sobie pocharkiwała....a ja- myśląc , że się znowu zakłaczyła wpychałam jej do pyszczydła pastę odkłaczającą....
- w Wigilię rano zobaczyłam troszkę mokro koło jednego oczka i z postanowieniem- jutro rano dzwonię do naszego weta i zamawiam wizytę do domu - pojechałam do leśniczówki.....ale wieczorem już nie mogłam wysiedzieć i musieli mnie szybko zawieżć do domu do moich stworów....a tu dramat <strach> - Almutka już zamiast oczka miała szparkę i stały wysięk - przezroczysty , ale pojawiła się w kąciku trzecia powieka, więc do piwnicy po transporter i natychmiast w taksówkę i na ostry dyżur do kliniki.....
- diagnoza; zapalenie gardła, szmery w okolicach oskrzeli - dostała zastrzyk przeciwzapalny, zastrzyk z antybiotykiem i krople do oczu....
- zamiast na Pasterce to siedziałam z bidulką u weta, wróciliśmy grubo po północy.....jakoś nie mogłam spać, budziłam się co chwilę ale Almutka spała cichutko, zagrzebana w mojej pościeli...
- to zadziwiające, rano miała jeszcze mocny wysięk z oczka i cichutko pochrumkiwała a teraz już oddych równo i spokojnie, oczko już piękne i tylko ociupinkę mokre w kąciku......widać , że antybiotyk zadziałał.... :-)
- chyba z moich planów wyjazdowych będą nici, bo muszę poobserwować bandę, czy któreś jeszcze się nie zaraziło a jutro musimy pędzić z Almutką do weta na kontrolę i prawdopodobnie dalsze leczenie......
- Sap zamienia się w Wielkiego Żaba na każdym spacerku, tapla się w kałużach i rozlewiskach a potem wskakuje z radością pod prysznic i czeka...chyba polubił mycie brzucha i łap..... <shock>
- wesołych poświątecznych chwil i żeby żadne stwory Wam nie chorowały :-)