Dziękuję, dziewczynki, za tyle miłych słów.
Atrakcje z Kumatą i jej rodziną (bardzo liczną rodziną!!!) mamy w naszym ogrodzie na porządku dziennym. Sama osobiście po kilka razy dziennie wyciągam taką delikwentkę z paszczęki Koko, czy pazurów Niuni. Wypłaszanie jej z gąszczu jest dla kotów wyjątkowo ekscytujące. Koko, gdy już taką namierzy, ma zwyczaj wynosić ją (trzymając ją zębami za tylną nogę) na środek trawnika, po czym puszcza. Żaba wtedy daje susa, a Koko za nią. I na tym polega ta zabawa. Zastanawiam się czasami, kiedy nastąpi skok do wody w stawie. <lol> Niunia natomiast, to specjalistka od pacania Kumatej. Tak jakby chciała ją zmobilizować do szybszego "biegu" <lol> Także, u nas Kumata nie ma łatwo. No chyba, że siedzi nieruchomo, to i koty też siedzą przy niej, jak te pomniki. <lol>
Danusiu, czytałam gdzieś, że ropuchy niekiedy potrafią hmm..."opluwać" swoich napastników. Na szczęście u nas jeszcze tego nie zauważyłam, ale kto wie, kto wie... Staram się pilnować, aby te dziwne podchody ograniczyć, ale zwykle koty są szybsze. <mrgreen>
Kasik, problemy z cerą u Kumatej , powiadasz? <rotfl> <rotfl> <rotfl> Fakt, może wyjechała do SPA na zabiegi. A wróci pewnie dopiero, jak wkurzy tamtejszych rezydentów. No, bo kapryśna z niej baba jest, to my tutaj wszyscy wiemy. Ale felinoterapii, jak to zasugerowała
Beate, u nas to ona raczej nie ma szans zaznać. Chyba, że to będzie terapia typu wstrząsowego. <rotfl>
Pozostaje mi tylko żywić nadzieję, że za tyle dobrych uczynków, jakie Kumata dozna ode mnie (wieczne ratowanie jej życia) będzie mi w niebie policzone <mrgreen> <święty>