Pierwsze chwilke z betulą
A ile do wąchania, zapach lasu na balkonie <lol>
Tż wzięłam sposobem, mówiąc o naszej bezduszności, wyrodności i braku odpowiedzialności zostawiając samego Lolka od czwartku do niedzieli (całodobowo pod opieką rodziny we własnym domu <lol>). Następnego dnia wyruszyłam w las zlokalizować pieniek (koniecznie brzozowy). Nie jest łatwo takowy znaleźć na zawołanie. Pieniek zlokalizowany (a raczej ścięta brzoza, z której trzeba odciąć kawałek <shock> ). Następnie wróciłam w rozmowie do opisu naszej wyrodności, delikatnie pytając co kupimy Lolkowi na dzień dziecka. Bo jakby co, to on jak nasze dziecko, do tego sam jak palec porzucony (nie licząć rodziny), a może żeby nie tracić pieniędzy na zakupy to przywieziemy mały pienieczek na balkon. Wyrzuty sumienia u Tż spowodowały, że powiedział: A to się ucieszy jak wrócimy z małym drewienkiem (małym

). Tż zapakował piłę do samochodu i ruszyliśmy do lasu w kierunku wcześniej upatrzonej brzozy (o czym jeszcze nie wiedział). Powiem krótko, nie było łatwo odciąć kawałek betuli, ja na czatach, Tż walczył z piłą jak rasowy drwal, aż dym się unosił. Wyobrażałam sobie jak nakrywa nas gajowy/leśniczy/ktokolwiek pytając co robimy (jakby nie było to nie można sobie bezkarnie ciąć pienieczków). I jak tu wytłumaczyć, że my dla kota brzozę koniecznie, z lasu, pachnącą, na dzień dziecka, on tam sam (nie licząc rodziny)... I tak oto zamieszkała z nami piękna betula <mrgreen>