Jejku, przepraszam! Coś mnie migrena (?) od wczoraj łapie (albo coś innego, nie wiem) i albo śpię

albo kotykotykoty.
Oreo jest boski, jest cudną przylepką, grzeczny, rozważny (maga nie uwierzy.. albo stwierdzi, że jeszcze się rozkręci - bo pewnie tak będzie

), wesoły, towarzyski, pocieszny, zabawowy, no prześwietny

Do szczęścia brakuje mu tylko, żeby ta "dziwna Ciri" wpuściła go do swojego serduszka

- a ta trzyma bidoka na dystans, ale Oreo jest dzielny i ma swoje sposoby na oswajanie Bell
Bell trochę na początku się wycofała w tryb obserwacji ("
Aaaa... co to za blondyn?
Poczekam to może sobie pójdzie "). Później trochę zaczęła pyskować na młodego (
"Moje, moje, wszystko moje i w ogóle to jestem groźna i gdybyś chciał mi coś zrobić to ja się nie dam!
"), ale dość szybko dystans się skraca, Bell już nie pyskuje i niedługo zauważy, że Orcio to całkiem fajny kotek i nie ma złych zamiarów. No i musi poudawać niedostępną i trudną do zdobycia - jak to księżniczki
co tam Orcio robi ciekawego?
A nic ciekawego, tak sobie pozuję do zdjęć. Ładny ze mnie kotek?
Ehh, nuda. Chodź tu człowiek podrap mnie i idę spać..
