Dojechaliśmy ok. 18.30. Początkowo planowałam, że na pierwszą noc odizolujemy Lemisia i prezentację towarzystwa zrobimy rano, kiedy mały przejdzie trochę zapachami domu. Ale po drodze wymyśliłam, że może jednak zaczniemy od wspólnego posiłku i zobaczymy jak zareagują starszaki, i tak też zrobiłam. Lemiś troszkę zjadł, odrobinę wypił, ale na dokończenie posiłku nie miał czasu …
Jest 20.55 … po pierwszych dwóch godzinach powiem krótko - jestem w szoku, a Lemiś zasłużył na order dla najodważniejszego kocięcia <serce> Po kilku (dosłownie dwóch) syknięciach, Moo Moo podążał za nim jak cień i kilka razy chłopaki zaliczyły zbliżenie noskami <mrgreen> A Lemiś z prędkością błyskawicy, albo jak mały Messerschmitt (w końcu ma niemieckie geny <mrgreen> ), przez 2 godziny zwiedzał dom. Ze schodami, które są dla niego absolutną nowością, włącznie. W domu są oczywiści rozstawione zabawki - wszystkie zostały odkryte i dotknięte łapką, niektóre nawet dłużej :-)
Kuweta z siku i qupalem zaliczona - jakimś cudem między jedną gonitwą a następną
Jednym słowem, jest cudownie, jedynie Gucio z dystansu i wysokości rozety obserwuje całą sytuację. Gucio taki już jest, musi mieć czas na oswojenie się z nowym. Nie zdobył się na żadne syknięcia, po prostu się wycofał. Tulimy go oczywiście i pieścimy - mam nadzieję, że i on niebawem się oswoi z sytuacją.
Teraz mały zasnął między nami na kanapie, a Moomuś podchodzi i już polizał mu ogonek. Czyż nie kochany jest ten czekoladowy miś ? <serce>
Za chwilę wrzucę kilka pierwszych zdjęć z telefonu