Witamy wszystkich już w komplecie. :-)
Co by nie pisać to porody są okropne. 29 września pojawił się bączek. 28 pojechaliśmy kontrolnie do szpitala i już nie wróciliśmy. Od 23,00 rozpoczęła się akcja, a skończyła o 11,25 dnia następnego. Waga 3420, 53 cm i 10 pkt.
Poród okropny, skończyło się na ok. 40 szwach, bez współpracy Michałka (brak skurczy macicy, która pomogłaby go wypchnąć). Musiałam sama go urodzić. Popękałam na milion różnych sposobów, szycie trwało 1,5 godziny, straciłam ok. 0,5l krwi. Udało się uniknąć przetaczania, pomogły kroplówki.
Jak już usiądę na doopce, zamieszczę fotki. :-)
A koty......wielki szok. Fricco na kangurka zagląda do łóżeczka i przez moje ramię, Frodo patrzy z miną i o co tyle krzyku, a Vincuś totalnie zauroczony i zestresowany. Wylizuje się na maksa, ale dzielnie czuwa przy Michałku okopując łóżeczko. Jak karmię bączka to Vini czuwa i podgryza mnie za stopy.
Ogólnie chyba dobrze, młody ma apetyt, ja jeszcze czekam na pokarm, leci powolutku, więc Michaś nienajedzony. Ale dzielnie walczymy. Czekam z utęsknieniem aż będę mogła swobodnie usiąść, wtedy wszystkie kłopoty pójdą precz.
Dziękuję za wszystkie kciuki, zdjęcia niebawem
