Dracanka pisze:Elwira pisze:
Z moich kotów to ten rasowy zostaje w tyle właśnie, i lubi siedzieć na uboczu...
możę się zmieni, ja nie wiem, to jest mój pierwszy taki kot...

więc mogę się tak zaśmiać że rasowe odstają, U MNIE W DOMU

Ale Ty nie masz rasowego brytyjczyka :-)
Nie ma co przeforsowywać zdań,ja mam nakolankowca,naklatkowca,nagłowowca,śpi ze mną,na mnie,noszę go jak dziecko i całuję bez opamiętania,a on rasowy brytyjczyk jest :->
ups, to już zabolało, auć

, ale to prawda, nie jest rasowy bo nie ma papierów, nie mam dowodu że jest w 100% kotem brytyjskim, tylko na oko stwierdzam że jest bo ze zdjęć tutaj ja (zwykły człowiek który się jeszcze uczy o tej rasie) wygląda mi całkiem identycznie.
Dla mnie wszystkie moje koty są brytyjczykami bo ja mieszkam w Wielkiej Brytanii i tutaj je kupiłam

;) I gdyby w tym czasie kiedy szukałam kotka, BYŁY BLISKO KOTY Z PAPIERAMI, to pewnie też bym takiego miała bo na pieniądzach mi nie zależało, ale na czasie.
Co znaczy kot z rodowodem?
Dostajesz zadbanego kota. Sprawdzonego z wszystkich stron. Zaszczepionego. Odrobaczonego. Odpchlonego. Wypieszczonego. Masz pewność że nie ma żadnych wad (jeśli jakieś są to Ci powiedzą, masz prawo wyboru) i że jest 100% kotem brytyjskim. Raczej małe szanse, żebyś w przyszłości miała z nim jakieś problemy chorobowe. Taki kot będzie od urodzenia kochany i niczego mu nie braknie, bo ludzie którzy hodują koty brytyjskie i tak jak czytałam Dorszki stronke, to są ludzie o wielkim sercu dla zwierząt. Znają swoje zwierzęta od podstaw, od końca ogonu do czubka nosa ;). Są na bierząco z nowościami. Po tym właśnie widać, że te koty kochają. Takiemu kotu ABSOLUTNIE NICZEGO NIE ZABRAKNIE!!!! Dostajesz na to gwarancję także na papierze.
Co znaczy kot bez rodowodu?
Nie masz pewności że jest 100% brytyjczykiem. Ludzie którzy sprzedają w ten sposób koty, tych kotów nie kochają. Koty zwykle są zaniedbane. Traktowane jak towar tylko do robienia pieniędzy. A ja jeszcze im to ułatwiam, bo kupiłam u nich kota...
i szczerze to Wam zazdroszcze że macie tego kota z rodowedem i możecie sobie napisać MAM KOTA RASOWEGO ....
Nie wzięłam kota bez rodowodu żeby oszczędzić pieniądze, ale dlatego że był blisko!!!
Warunki z jakich wziełam Mruczkę były żałosne. Biedactwo hodowane na czarno, całe było opchlone w strupach naokoło szyi, i śmierdziało papierosami
I tak jak pisało na stronce Dorszki, TO JEST PRAWDA, jak bierzesz takiego kota to sama musisz go potem odrobaczać, szczepić, walczyć z pchłami. Nie masz gwarancji poprostu na nic. Dodatkowo Mruczka miała krew w kale, więc była na antybiotych dwa razy. Za drugim razem wzięli próbkę do badań i się okazało że nie ma bakterii, nie jest chora, wiec ma wrażliwe jelita na niektóre pokarmy.
Zapłaciłam więcej za nią niż zapłąciłabym za rasowego zdrowego kota z papierami...
I NIE DORADZAM NIKOMU TAKIEGO KUPOWANIA KOTA!!!!
GDYBYM WIEDZIAŁA TYLKO GDZIE SIĘ SKIEROWAĆ- TO DONIOSŁABYM NA TYCH LUDZI!!!!!!! ALE ONI NAWET NIE SPRZEDALI MI BEZPOŚREDNIO TEGO KOTA.... KTOŚ IM POŚREDNICZYŁ...
Nie mogę powiedzieć, że żałuję że kupiłam kota z czarnego rynku bo zakochałam się w nim bezpamięci i nie zmieniłabym tego za żadne skarby. To jest niesamowitę uczucie teraz patrzeć jak sobie zdrowo rośnie, bez pcheł, wszystko się zagoiło i od niedawna zaczęła przychodzić na kolana

pozatym jak biega po domu to wydaje z siebie nieraz takie fajne odgłosy radości, to nie jest mruczenie, nie potrafię tego opisać słowami.
Używałam słów zwykły kot, rasowy kot odnośnie do żartów. Przepraszam tych których kotki nie wchodzą na kolana, nie pomyślałam że dla Was to mogło nie być śmieszne

...
Jeszcze raz tylko zaznaczę, że żart wziął się z obserwacji moich kotów. I wcale nie uważam że Wszystkie koty Brytyjskie tak mają, tylko czytałam że to się zdarza.
Przykładowo. Przychodze po pracy do domu, i Śnieżka z Fioną odrazu przybiegają się przywitać, łaszą się, chcą być brane na ręce, a Mruczka dalej siedzi na drapaku. Mruczka najczęściej przychodzi i wtedy się mizia jak jedzenie się skończy i miska jest pusta

... Wtedy wskakuje na chwilę na kolana i bardzo bardzo głośno mruczy!!! Dam jedzenie. Mruczka znika:) Śnieżka z Fioną na zmianę przychodzą się połasić.
Dopiero od niedawna się zdarza że Mruczka wskakuje na kolana i nawet teraz jak mamy gościa to poszła do niego i raz zasnęła na tych kolanach... robi to niezmiernie rzadko ale się zdarza teraz... ale pewnie jak wyrośnie to jeszcze dużo się zmieni
Inny przykład, jeśli bierzemy je do spania. Śnieżka i Fiona pchają się aż na poduszkę spać, i kto pierwszy ten lepszy

, łaszą się przytym, ugniatają koc, i głośno mruczą z radości ze będą z nami spać

a Mruczusia pójdzie i położy się na nogach bądź obok na samym dole łóżka. Oczywiście też mruczy i słychać ją z daleka:)
Mruczka absolutnie nie jest nachalna i to w niej jest takie inne. Lubi oberwować. Kiedyś siadła sobie na łóżku koło mojej głowy i patrzy się na mnie tymi swoimi dużymi oczętami

tylko słowo powiec, a ona już mruczy, wygląda to tak jakby zawsze wiedziała kiedy słowa są skierowane do niej i odpowiada tym swoim traktorzeniem

, nawet jeśli biega sobie wkoło krzesła, nie patrząc na mnie, ja się tylko do niej odezwę i już w odpowiedzi słyszę to mruczenie.... i ona sobie wtedy tak biega dalej tylko mrucząc

.... jest urocze.
Mój mąż jak był przeciwny kiedy ją brałam do domu, i nie lubił ją za to na początku że mieliśmy wojnę z dużymi kotami (naszczęście tylko przez 6 dni), tak teraz się w niej zakochał i co chwilę chce ją brać na ręce

Także przy zabawie, Mruczka ustępuje większym kotom, nie jest nachalna, tak jak moje pozostałe koteczki

.
Oczywiście każdy kot ma swój własny charakter i z tym się z godzę, nie ma dwóch takich samych kotów tak samo jak nie ma dwóch takich samych osób

...
Ale chciałam zaznaczyć, że jednak ten mój brytyjski kotek, różni się bardzo ale to bardzo od pozostałych koteczków

.
Nawet z doświadczenia jak mieszkałam w Polsce. Miałam dwa kocury, podwórkowe koty. One także zaraz biegły się przywitać. Jeden był czarny i przez to nazwałam go Murzynek a drugi był w pręgi wiec nazwałam go Tygrys. Murzynek nawet chodził ze mną po mleko. Przechodził ze mną na drugą stronę ulicy, czekał aż wezmę bańkę, i potem wracał spowrotem do domu

oczywiście nie szedł jak pies, tylko skradał się bokami

Jak chodziłam rodzicom plewić kwiatki do ogrodu, to obaj lubiły mnie obskakiwać, jeden na kolana się pchał a drugi na plecach siedział (jak byłam schylona przy plewieniu) mama się zawsze z tego śmiała

Zawsze miałam i mam takie koty które po sobie się pchały żeby być blisko.
I tylko Mruczka, jest pierwszym takim dystyngowanym kotem. Nie boi się niczego. A po paru sekundach w pracy wszyscy ją zaraz polubili, nawet osoba która nie lubi kotów.