Wikliniarka
- Wow! Jakie mega-sianokosy. Koko raczej tego nie przeje.
- Tyle materiału nie może się zmarnować.
- Zbuduję sobie nową czatownię. Taką mięciutką, na kształt ptasiego gniazda.
- Co ona tam kombinuje?
- Wikliniarstwo, to jednak jest nie lada sztuka. Ufff…
- Może trzeba najpierw natapirować to włosie, a potem lakierem zapuścić? Idź sobie odpocząć, dobra kobieto, a ja się tym zajmę fachowo. Mam plan!
- Skoro tak mówisz… Ale niebawem wpadnę na kontrolę, więc bez fuszerki, Koko!
- Siema Jednonodzy! Jak leci? Jest robota. Chcecie zarobić?
- Nooo… nieee... wieee…my. Musi…my się zaaa…staaa…nooo…wić.
- Płacę w zielonych. Twarda waluta, wiadomo w cenie! Więc jak będzie?
- Nooo… tooo… cooo… maaa…my rooo…bić?
- Już wyłuszczam. Tylko na ucho, jeśli posiadacie takowe, he, he. To ma być niespodziewajka.
- A ty Koko do kogo tam tak mamroczesz?
- Eeee… Tego, tam… I tamtego.
- Mam tylko nadzieję, że BabaJaga nie wyjadła całego zapasu sałaty z lodówki, bo będę niewypłacalny.
- A wy tu czego?! Nie było mnie ledwie sekundę, a już dzicy zakokosili się w mojej czatowni. I to jaka banda!
- No cooo… My tyyy…lko tak traaa…nzyyy…tem. A przy oooo…kazji łaaa…dnie wylakieee…rujemy podłooo…gę.
- Nie potrzebuję! Wynocha do sąsiada!
- Wystarczy, że BabaJaga po waszym… hmmm… tranzycie musi teraz łatać liście w całym ogrodzie. To wasze dzieło, ten artystyczny ażur. O! Nawet mój najlepszy parasol załatwiliście.
- Chyba przeniosę się z czatownią na wyższy poziom. Tylko dla orłów będzie!
