Dracanka pisze:Doczytałam w Twoim wątku, że masz też córeczkę i męża :-) Więc to Wy decydujecie o osiatkowaniu balkonu, nie ojciec? To by ułatwiało sprawę.
Pilnowanie brzmi niepokojąco. Oznacza to, że obserwujecie kotkę stale? Że chodzicie za nią?
Przepraszam, że tak obrazowo potrzebuję, ale to się już tysiąc razy przerabiało :-)
nic nie szkodzi

więc... hmmm od czego zacząć...
mój ojciec jest "dość trudnym człowiekiem" delikatnie to ujmując (a dosadnie-padło mu na głowę od śmierci mamy) i osiatkowanie balkonu, może być dość trudnym tematem do rozmowy, zawsze ma jakieś argumenty przeciwko... (palić nie będę miał gdzie, jak to będzie wyglądać, będziesz mi tu ściany niszczyć, co ludzie powiedzą...- wiem idiotycznie to brzmi, ale takie są fakty-taki jest mój ojciec niestety)
natomiast co do pilnowania kotka.. to nie jest tak, że się za nią chodzi. po prostu uprzedzamy fakty i z reguły jest tak, że otwieramy (uchylamy) okno w tym pomieszczeniu, w którym akurat jesteśmy, a jeśli któreś jest uchylone to podczas naszej obecności i tak nie przeszkadza, gdyż Midusia preferuje nasze towarzystwo i opuszcza nas jedynie w sprawach fizjologicznych. Nawet gdy w kuchni siedzimy-ona z nami, w pokoju- ona z nami, nawet pod drzwiami WC siedzi i miauczy aby ją któreś z domowników wpuściło do środka
aaa a jeśli chodzi o te siatkowanie okien, problemu nie będzie z pokojem córki i naszym. Schody zaczynają się jeśli zaczniemy ingerować w pomieszczenia "wspólne" typu kuchnia. już może jazgot być... dlatego balkon ( ojca pokój jest balkonowy) osiatkowany będzie dla niego PROBLEMEM na skalę głodu w Afryce... a awantury mogą o to być takie że "się ściany trząść będą"