Ozz się zakłaczył
To pierwsze prawdziwe linienie z jego wykonaniu. Pierwsze lato z doroslym futrem i nie dał rady. Jak widziałam u
Mady jak linieją jej dwa białe Puchy, to byłam w szoku, że kot może tak gubić futro. Od jakiegoś czasu odfutrza sie tak Ozz i mimo czesania czasem i 2 razy dziennie, wiecznie zostawia za sobą dywan. Po raz pierwszy też w Czakramowie zobaczyłam, że futro może wychodzić kępami - teraz też mogę zanurzyć palce w Ozzowym futrze i i wyciagnąć z niego pęk podszerstkowych liliowych włosów. Wycieczka do Czakramowa była pod tym względem bardzo edukująca- dzięki temu nie wpadłam w panikę i nie poleciałam do weta z krzykiem, że kot mi się rozpada <lol>
U
Mady nauczyłam się też, że niektóre koty, jak Castorek, lubią klepanie po zadku. No i zgadnijcie- kto u mnie okazał się fanem takich pieszczot <lol>
Ech, idę dokarmić Ozza jeszcze odrobiną pasty. Martwi mnie, że nie jadł dzisiaj jeszcze Fibry, którą jak co weekend wsypalam do miski- może by mu pomogła. Na razie rzygnął dwa razy. W przeciwieństwie do Iggiego robi to po cichutku, Iggy budził mnie nawet w środku nocy, no ale on wszystko robi bardzo głosno... Po Iggym też zawsze lepiej widać, że coś z nim nie tak, bo z szalonego kota zmienia się w oazę spokoju. Ozz cały czas jest taką samą melancholijną kluchą, więc oprócz tego, że mniej mruczy, to specjalnie nie zauważyłam zmian w zachowaniu. Idę pomacać go jeszcze po brzuszku <hm>