Strona 18 z 91

: 11 lut 2011, 20:50
autor: kasia z gdyni
ELWIRA JESTEŚ WIELKA <ok>

: 11 lut 2011, 21:01
autor: Elwira
kasia z gdyni pisze:ELWIRA JESTEŚ WIELKA <ok>
Droga Kasiu :) nie mogę się powstrzymać i chyba jak zaraz znajdę zdjęcie "mojego" psa z Polski to wkleje :).... on się wabi Bursztynek, jak jeden z Twoich kotków :) :)

: 11 lut 2011, 21:02
autor: Szopi
co tam będę dużo mówiła- Elwirko - fajnie, że są takie kobietki jak Ty! <pokłon>

Bursztynek :) pies moich rodziców :)

: 11 lut 2011, 22:37
autor: Elwira
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze swoją przekochaną pańcią (moją Mamuśką) :)
Obrazek

Ze swoim ukochanym pańciem (moim Tatą:))
Obrazek

Na swoim łóżeczku :)

Obrazek

Podczas zabawy :)
Obrazek

Zmęczony po zabawie :)
Obrazek

: 11 lut 2011, 22:45
autor: Szopi
fajny psiaczek! to ja tak po cichutku przyznam, że jestem (a przynajmniej dotychczas byłam bardziej psiakowa), ale stopniowo moje podejście ulega zmianie, bo na kogóż by nie podziałały te śliczne kocie oczęta <gwiżdże>


* tak na marginesie Elwirko - Mama bardzo podobna ;-))

: 11 lut 2011, 23:17
autor: Dracanka
Elwira pisze:
Dracanka pisze:
Elwira pisze: Z moich kotów to ten rasowy zostaje w tyle właśnie, i lubi siedzieć na uboczu...
możę się zmieni, ja nie wiem, to jest mój pierwszy taki kot...
:) więc mogę się tak zaśmiać że rasowe odstają, U MNIE W DOMU :)
Ale Ty nie masz rasowego brytyjczyka :-)
ja mam nakolankowca,naklatkowca,nagłowowca,śpi ze mną,na mnie,noszę go jak dziecko i całuję bez opamiętania,a on rasowy brytyjczyk jest :->
ups, to już zabolało, auć :zalamka:
przepraszam Elwirko,nie mialo zaboleć,nie mialo być wstrętne,
chciałam tylko powiedziec,że rasowe też potrafią być nakolankowe :-)
Przepraszam,jeśli Cię nieopatrznie zraniłam :-(

Na dodatek,na przykladzie mojej historii-z papierami też można kupić kota z niedowagą,
do leczenia...Więc nie zawsze ma się tę "gwarancję"/

Cieszę się,że dałaś swym kotkom wspaniały kochający domek!
:hug:

A piesek super! :pies:

: 12 lut 2011, 00:30
autor: Elwira
Szopi pisze:fajny psiaczek! to ja tak po cichutku przyznam, że jestem (a przynajmniej dotychczas byłam bardziej psiakowa), ale stopniowo moje podejście ulega zmianie, bo na kogóż by nie podziałały te śliczne kocie oczęta <gwiżdże>


* tak na marginesie Elwirko - Mama bardzo podobna ;-))
Dziękuję :) już mi ktoś ostatnio mówił że wyglądamy jak siostry :) ;)

Kot a pies to z mojego doświadczenia zupełnie dwie różne bajki.
:) ja nie przestałam kochać psów bardziej niż kotków, one są jednak takie wierne i przyjacielskie :).... ech.... chciałąbym mieć pieska....
ile psów teraz jest pomocnych w policji, w poszukiwaniach zaginionych osób, bądź ogólnie tropieniu czegoś (choćby bomb), oglądałam także wiele filmów dokumentalnych jak co poniektóre rasy nie tylko opiekują się niewidomymi ludźmi, ale także były przypadki które potrafiły wyczuć kiedy ich chory właściciel będzie miał padaczkę, bądź psy które wyczuwały kiedy ich właściciel miał niebezpieczny spadek cukru (pies budził właścicielke w nocy żeby zażyła insulinę)

O kotach coprawda nie zdarzyło mi się oglądać żadnych filmów - nie wiem czy istnieją koty pożyteczne dla ludzi, przynajmniej śmiesznie mi to nawet brzmi ;)... koty jednak chodzą własnymi drogami (przynajmniej moje)... są sprytniejsze od psów. zwykle nie przyjdą kiedy ja tego chcesz, ale kiedy one tego chcą... Co jest fajne z jednej strony że mają swój charakter, a zdrugiej utrzymuje pewien dystans....
zdarzyło mi się raz, kiedy leżąc na łóżku płakałam to obległy mnie dookoła (nie wołałam ich wtedy), Śnieżka patrzyła i lizała mnie po rękach... hmmm... ale nie jestem pewna czy było im smutno :/... zwykle jak sie kładę na łóżko to przychodzą mnie grzać (lubią się poprostu przytulać do czegoś ciepłego) np. Śnieżka lubi siedzieć na drapaku wtulona w grzejnik nieraz bardzo gorący bądz usiąść mi koło laptopa gdzie uchodzi ciepłe powietrze:):)
Kocham koty, ale ich miłość nie jest tak bardzo wiążąca jak psów, wiem że one potrzebują przestrzeni. W sumie to nie mogę nawet powiedzieć że one są moje, tylko ja jestem ich, to ja się muszę tutaj podporządkować do ich humorków. Przychodzą kiedy chcą i odchodzą kiedy chcą.
Normalnie pies moich rodziców jak wracałam po dniu poza domem to się cieszył aż czasem popuszczał ze szczęścia.
A ostatnio jak wróciłam po 10dniach z Polski, to "moje" kotki z radości nie skakały ;). I to nie one do mnie przyszły się przywitać, one tylko przeszły obok mnie z pewnym zdziwieniem w oczach, dopiero ja poszłam za nimi je pogłaskać i poprzytulać.
A pies np cieszy się każdą chwilą spędzoną z właścicielem. Jak właściciel wraca choćby po paru dniach to pies potrafi tak się cieszyć że aż popuści z tej radości. Pies się raczej nie gniewa na swojego pańcia. Wiernie bedzie przy nim kroczył, niektóre nawet tak się przywiązują że gdy właściciel umrze one również umierają... i to dla mnie jest bardzo wzruszające, ta pieska ślepa miłość, która nie zna granic...
Oczywiście piszę tutaj o swoich doświadczeniach. Ktoś może mieć inne.
Np Shopi piszę że ich Allurka nie odstępuje ich na krok, że jest taka pieszczoszka..
W sumie tylko raz miałam tak przyjacielskiego kota, że najchętniej spędziłby czas ze mną jak tylko mógł... ale tylko raz mi się tak zdarzyło, że kot się zachowywał równie przyjacielsko jak pies. I przychodził jak go tylko zawołałam.
Tak to zwykle z psami udawało mi się bardziej zacisnąć więzi i pies nigdy nie znikał z domu na tydzień badź dłużej (raz nasz kot wrócił po miesiącu). Kot dla mnie jest bardziej takim towarzyszem niż przyjacielem. Stąd ta miłość do kotów wydaje mi się bardziej luźna jeśli o mnie chodzi, bo wymaga przestrzeni. Praktycznie moje koty robią co chcą, a jak nie chcę żeby czegoś robiły to poprostu zamykam pokój ;). Psu jak coś zabronisz, to jest duża szansa ze posłucha, a kot by się tutaj nagniewał :) hihi... Zmruży oczy i sobie pójdzie (przynajmniej moje). Za każdym razem jak wieszam pranie muszę zamnąć pokój bo Fiona np uwielbia sobie tam wskakiwać i chodzić i nic nie pomoże tłumaczenie bo to nie jest pies który się będzie starać być jak najlepszy dla swojego pana. Kot ma swoje poglądy, instynktowne zapędy chodzenia wszędzie i nie zabronisz mu tego. Z psem mogę się bawić kiedy zechcę, i on będzie się niezmiernie cieszył. A z kotem nie da się tak samo. Z kotem musisz trafić na moment kiedy on też tego będzie chciał, chociaż np na laserek to moje koty zawsze polecą ;) hihi....

W sumie na prawie 10 kotów w moim życiu tylko z jednym udało mi się tak naprawdę bardzo zżyć.
A na 4 psy jakie mieliśmy, to z każdym psem udało się zacisnąć mocną więź.

Pewnie to też wynika z tego że pies daleko nie pójdzie, a nawet jeśli to potrzebuje właściciela żeby dał mu jeść. A koty są sprytniejsze, zwinniejsze więc lepiej sobie radzą w środowisku, potrafią same przetrwać :)

Kotki które teraz mam są wyłącznie kotami domowymi, nie będą nigdy widziały świata zewnętrznego bo my nie mamy takich warunków (mieszkamy w bloku). Jak narazie nalepszy kontakt mam ze Śnieżką :) ona bardzo przypomina mi tego Murzynka którego miałam, też tak wszędzie za mną chodzi po domu, obserwuje mnie, cieszy się, jak do niej mówię to często przychodzi zaraz na kolanka.... Kiedyś jak się bawiła i uderzyła mnie łapą, a ja udałam że mnie zabolało i spadłam na ziemię i tak udawałam leżąc że mi coś jest, to przyszła zainteresowana, chodziła naokoło i mnie wąchała potem lizała po ręce.. A Fiona już np w ogóle zero reakcji.
Każdy kot jest inny. Ale wydaje mi się, że zacieśnić więzi z kotem to naprawdę nie lada sztuka.... one są o wiele bardziej wymagające niż psy o tę ich przestrzeń której często potrzebują tylko dla siebie (w zależności od kota).
Tylko Ci którzy potrafią tę przestrzeń z mniejszyć, bądź mają kotka który nie potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie, to mają szansę się zaprzyjaźnić z kotkiem może nawet bardziej niż z psem (tak jak Shopi z Allurką). Ale raczej zmniejszyć chęć kota do swojej przestrzeni której potrzebuje.... to już musi być wyczyn... mi się wydaje żę ciężkie to musi być.... mnie się w każdym razie nie udało, ja miałam szczęście dwa razy do kotków które poprostu od początku tej przestrzeni nie potrzebowały za to potrzebują mojej bliskości (tak jak to najczęściej psy mają).

ej... i znowu mi się długie wypracowanie napisało.... choćbym nie wiem jak się starała krótko napisać co myślę to mi się tyle tych wątków kłębi w głowie.... ale nic ;) to tak będzie dla tych osób które lubią czytać :) ;)

: 12 lut 2011, 01:03
autor: Elwira
Dracanka pisze: przepraszam Elwirko,nie mialo zaboleć,nie mialo być wstrętne,
chciałam tylko powiedziec,że rasowe też potrafią być nakolankowe :-)
Przepraszam,jeśli Cię nieopatrznie zraniłam :-(

Na dodatek,na przykladzie mojej historii-z papierami też można kupić kota z niedowagą,
do leczenia...Więc nie zawsze ma się tę "gwarancję"/

Cieszę się,że dałaś swym kotkom wspaniały kochający domek!
:hug:

A piesek super! :pies:
Ale Ty naprawdę nie masz za co przepraszać:).
Aż tak mnie nie zabolało, to głównie moja duma się odzywa... nic takiego naprawdę...
bo mnie takie sytuację sprowadzają na ziemie, że w większości ludzie tutaj kupują rasowe zadbane koty legalnie, odpowiedzialnie....
A ja taka dokładna, zwykle dbająca o szczegóły i nieodpowiedzialnie kupiłam na czarnym rynku bo mi się spieszyło :(... i to jest fakt... tego się już nie da zmienić... tego nie żałuję bo kota pokochałam i bym go nie oddała nikomu... ale drugi raz bym już tak nie zrobiła.... cóż, na błędach się człowiek uczy... nie jestem tutaj tym dobrym ale powiedzmy sobie szczerze tym złym przykładem kupowania nieodpowiedzialnie kota bez papierów :/....

A pozatym, to doceniam ludzi takich jak Ty którzy się nie boją mówić prawdę, nawet jeśli by to miało troszkę zaboleć. W końcu to prawda kole w oko ;) :) Ty nic złego nie zrobiłaś tylko ja. I tacy ludzie jak Ty są potrzebni żeby takich ludzi jak ja sprowadzić czasem na ziemię :)

Za dużo też nie mogę sobie bujać w obłokach bo jeszcze gdzieś odlecę i zapomnę o tym co ważne ;)
Zapomnijmy już o tym proszę
Pozdrawiam Serdecznie :) :)

: 12 lut 2011, 09:52
autor: Yola
Elwiro, nie obwiniaj sie, ze kupilas kota "bez papierow". O tym, ze "kot rasowy=rodowodowy" nie wie kazdy. Takich rzeczy czlowiek sie zwykle dowiaduje, kiedy juz kota ma i zarejestruje sie na forum danej rasy, wtedy wlasciciele kotow z papierami, siedzacy w temacie dluzej, uswiadamiaja, ze kot bez rodowodu to nie "rasowiec".
Mojego pierwszego kota mialam ze schroniska, w paszporcie miala wpisane, ze jest persem, rodowodu, jak sie latwo domyslec, nie miala, ale dla mnie byla persem i to najpiekniejszym, i najukochanszym na swiecie.
To, ze Alicia ma rodowod tez jest raczej dzielem przypadku, niz wynikiem poszukiwan kota rodowodowego. Brytyjczyk mi sie marzyl, oczywiscie niebieski <mrgreen> , ale uswiadomilam sobie, ze wole jednak koty o dluzszym futerku, myslalam o kocie ze schroniska, kocie w potrzebie. Przeszukujac portal z ogloszeniami o zwierzakach, i tych schroniskowych, i hodowlanych, zobaczylam fotke Alicii i doznalam objawienia - wiedzialam, ze to musi byc moj kot. Spelniala wszystkie moje marzenia, jest brytyjka, ale ma dluga sierc, no i przede wszystkim, byla w potrzebie, ogloszenie wisialo juz 4 miesiace, a pisalo w nim, ze to "pline". Matka Jolanta od kotow wkroczyla do akcji <mrgreen>
Fakt, ze ma papiery nic nie znaczy, kochalabym ja nawet bez nich.

A wracajac do Twojej wczesniejszej wypowiedzi, tej na temat przytulalnosci kotow europejskich krotkowlosych (czy jak kto woli - dachowcow). Tez wychowalam sie w domu, w ktorym koty zawsze byly, wiele kotow, i kotek, i kocurkow, przewinelo sie przez moj rodzinny dom i za cholere nie moge sobie przypomniec, zeby ktorys z nich sie nie ladowal na kolana. Nawet ostatni kot rodzicow, sp. Prezes, ktory zupelnie dziki sie do nich przyblakal, z czasem przemienil sie w totalnego miziaka, chodzil z nimi na spacery, spal na kolanach.

: 12 lut 2011, 13:42
autor: Elwira
Yola pisze: Brytyjczyk mi sie marzyl, oczywiscie niebieski <mrgreen> , ale uswiadomilam sobie, ze wole jednak koty o dluzszym futerku, myslalam o kocie ze schroniska, kocie w potrzebie. Przeszukujac portal z ogloszeniami o zwierzakach, i tych schroniskowych, i hodowlanych, zobaczylam fotke Alicii i doznalam objawienia - wiedzialam, ze to musi byc moj kot. Spelniala wszystkie moje marzenia, jest brytyjka, ale ma dluga sierc, no i przede wszystkim, byla w potrzebie, ogloszenie wisialo juz 4 miesiace, a pisalo w nim, ze to "pline". Matka Jolanta od kotow wkroczyla do akcji <mrgreen>
Fakt, ze ma papiery nic nie znaczy, kochalabym ja nawet bez nich.

A wracajac do Twojej wczesniejszej wypowiedzi, tej na temat przytulalnosci kotow europejskich krotkowlosych (czy jak kto woli - dachowcow). Tez wychowalam sie w domu, w ktorym koty zawsze byly, wiele kotow, i kotek, i kocurkow, przewinelo sie przez moj rodzinny dom i za cholere nie moge sobie przypomniec, zeby ktorys z nich sie nie ladowal na kolana. Nawet ostatni kot rodzicow, sp. Prezes, ktory zupelnie dziki sie do nich przyblakal, z czasem przemienil sie w totalnego miziaka, chodzil z nimi na spacery, spal na kolanach.
Podziwiam Ciebie i w ogóle wszystkich ludzi którzy ratują zwierzęta ze schroniska :) :).... Co by się stało ztymi zwierzątkami gdyby nie Wy??? Gdyby było więcej takich ludzi jak Ty, to tyle zwierząt nie siedziałoby teraz po schroniskach, bez miłości. Mi przeszła ta myśl adopcji przez głowę jak szukałam kotków, ale mój mąż wybił mi to z głowy. Jego mama bierze koty wyrzucane przez ludzi (a mieszka naprawde biednie, malutkie mieszkanko na parterze, nieduży pokój gościnny i pokoik tak samo mały jak i kuchnia że jak staniesz to do każdego kąta sięgniesz ręką). Raz jak byliśmy ją odwiedzić to miała siedem dużych kotów i okociła jej się kotka, miała 4 małe koty. Zaraz zdjęcie załącze bo gdzieś mam. Miała takie śliczne kociaki, różnokolorowe :).