Re: Ducati Szkrabek*PL vel Puchaty i Raja
: 15 kwie 2014, 17:24
Trzymam kciuki za pomyslna kastracje i bezproblemowe znalezienie jajeczka. <ok>
Bedzie dobrze!!
Bedzie dobrze!!
Forum o kotach, nie tylko brytyjskich, ich ludziach, i innych interesujących sprawach.
https://stareforum.pl/
To może moja wetka miała po prostu więcej szczęścia, bo ona mówiła, że u psów to koniecznie trzeba wyciągać, u kotów nie miała powikłań, bo często to zostawione jądro zanikało. Ale oczywiście usuwa je najczęściej i tak, bo jeśli nie zaniknie, to kot znaczy i zachowuje się jak normalny, płodny kocur, więc wyciąga te jądra tak czy inaczej, tylko zawsze najpierw lokalizuje położenie na USG.komunikacja24 pisze:Dorszka powiedział mi właśnie,że nowotworzeją i to dość często się zdarzyło w jego karierze..to już zgłupiałamDorszka pisze:U kotów akurat nie nowotworzeją (u sów, faktycznie tak, i to szybko), ale nie można go zostawić, bo Puchaty nadal będzie zachowywał się, jak "pełnojajeczny" kocur, nadal będzie skakał na Raje, i może nawet zacząć znaczyć.komunikacja24 pisze:Moze być tak,że trzeba będzie rozcinac brzuch i go szukać![]()
Ja się nie znam i zapytałam czy nie można zostawić tego jajka ale wet odparł,że maja one tendencję do powstawania nowotworu potem....
Odradzałabym natomiast szukanie jądra po omacku, proszę zrobić USG i je zlokalizować, żeby lekarz wiedział, gdzie go szukać.
Jak pisałam wcześniej, nasz Rudy miał taki zabieg, ba nawet oba jądra nie zeszły, a przyszedł do nas już jako prawie dorosły kocur, mimo to zabieg był sprawny, fakt dłuższa narkoza, ale ranka była mikroskopijna i kocuro doszedł do siebie mimo wszystko znacznie szybciej niż moje dziewczyny po zabiegach, acz to pewnie sprawa indywidualna, zależy gdzie się skubane pochowały i od samego weta, tak jak z każdą kastracją, czy innym zabiegiem.Dorszka pisze:To będzie operacja z otwarciem jamy brzusznej, więc jak kastracja kotki, ze wszystkimi następstwami - dłuższa narkoza, rana pooperacyjna, szwy, itp.
Szopi pisze:Wiem, wiem Dorszko. Każdy zabieg niesie za sobą jakieś ryzyko, tak to już z tymi futerkami, poza tym, usg wiele wyjaśni, tak jak pisałam to sprawa indywidualna, moja dziewczyny po wczesnej kastracji, przeprowadzanej przez tego samego weta, tego samego dnia - jedna śmiga chwilę po powrocie do domu, druga leżała plackiem prawie dwa dni.
I ja się wcale, a wcale nie dziwię komunikacji24, że się martwi, bo to uzasadnione, sama kiedyś nie raz dzwoniłam do weta z paniką, że koniec świata idzie, bo mi kot cały dzień śpi <oops> więc z pewnością coś mu dolega, na co wet reagował dość grzecznie, mówiąc, żebym go obudziła i dała smakołyk, choć pewnie po rozłączeniu parskał śmiechem, że mu tu taka baba głowę zawraca...