- o kurcze, Kamiko...a my wysiedliśmy na Centralnym.... <oops> przepraszam.....nie wiedziałam.....
- Kori jest bardziej nierzeczywista niż myślałam.....to cudny pieso-kot....a najbardziej zaskoczyło mnie to, że ma czarną skórę....jak zobaczyłam jej czarne brzusio to zaniemówiłam..... <shock>
- jechaliśmy, z jedną przerwą w Warszawie, około 17 godzin...mam wrażenie, że Kori lepiej zniosła tę podróż ode mnie....była zestresowana nową sytuacją ale nie bała się....nie piszczała, całkowicie zaufała swojemu nowemu ludziowi i cała drogę przespała albo bawiła się rożkiem podkładu, w które się zaopatrzyłam, bo oczami wyobrażni widziałam już zasikany wagon i uszczypliwe uwagi współpasażerów....ale znowu miałam ogromne szczęście...nasz przedział był całkowicie pusty - w Słowacji przez półgodziny mieliśmy gościa w osobie lekko trafionego piwem miłego Pana, który przespał swoja stację i pojechał za daleko i żeby wrócić do domu to wsiadł do nas..... <roll>
- Kori nie sikała całą noc...dopiero w Warszawie, po 10 godzinach podróży zrobiła wielkie siuuuu w hali głównej <oops> , bo wstrętna Pancia kupiła sobie smolistą kawę i zamiast wyprowadzić pieseczka to ucieła sobie pogawędke z właścicielką cudownego czekoladowego Border Collie...a jej maleńki synek tak odstresował Kori, że to opróżniła cały brzuszek...ja z okrzykiem radosci chwaliłam Pierdółkę i wytarłam to "Jezioro Oczekiwań"...potem poszliśmy pod Pałac Kultury , gdzie Kori zrobiła swojego pierwszego qpala....
- w domu przygotowałam duży transporter żeby chronić maleństwo przed bandą moich drapieżców, ale Kori zaczęła lamentować ze środka a Sapcio wtórował jej tak błagalnie na zewnątrz, ze po 10 minutach uległam...wypuściłam małego Gada...i nic.....dosłownie.... <shock>
- Sapcio obwąchał, polizał, ale mała ofukała go na początek więc się obraził i uwalił na dywaniku w korytarzu.....
- kociarnia się zbiegła cała - oprócz Tiki, bo był właśnie jej czas relaksu więc nie zlazła z szafy bo nie widziała nic ciekawego w tym małym białym paproszku.....
- najpierw Muffin podszedł do Kori-Ki i zaczął sie do niej...przytulać ...a mała dotknęła go noskiem i pobiegła topić następną myszkę.....tak tak, jej zabawa polegała na tym, że wyciągała z koszyczka kocie myszki i wrzucała je do miski z wodą...następnie brała w pyszczek myszkę, taką bardziej wodną i ganiała z nią po pokoju....Alma , jak na damę przystało podeszła do Kori i dotknęła jej noskiem a Kori polizała jej dupkę i już była przyjażń......Vitek zrobił wielgachne oczyska i usiadł nieruchomo, ale kiedy Kori przeszła koło niego parę razy to uznał ją za kota i zachowuje się normalnie...Marra od razu zaakceptowała Paproszka, obwąchała ją i uwaliła się na swoje ulubione miejsce na kanapie....
- tylko Elle najpierw ją ofukał, potem powoli krokiem pumy obszedł ją wokoło...ale Kori w tym czasie topiła następną myszę, więc Elle uznał, że to na pewno jakaś odmiana Muffina i poszedł spać na hamaczek.....
- ja siedziłam oniemiała przez naście minut, wypiłam dużą herbatę i nie widząc objawów rewulucji poszłam spać , bo prawdę mówiąc w nocy mało co spałam.....
- i tak coś mi się wydaje, że to Muffin miał rację - Kori-Ki bardziej przypomina Owcę niż psa.....
- na spacerze Kori zrobiła co trzeba na trawcę, Sapo dostał burę ode mnie, bo z prędkością torpedy chciał nauczyć małą jak fajnie można się ganiać,,,,a przecież wszyscy wiedzą, że nie należy się bawić z czołgiem,,,, <mrgreen>
- za to teraz, już w domu , mam pise trio- w postaci Sapcia, Muffina i Kori.....( kolejność nieprzypadkowa

)
- a teraz parę zdjęć jeszcze z Budapesztu;
- czekamy na pociąg ....
- jedziemy i jedziemy.....

...taką czarnoskórą "łowieckę" mamy w domu....

...chmmm....chyba mam dwa koty,,,,albo dwa Baranki.....

...a tak to wygląda pod względem wielkości.... <roll> <serce>