: 11 maja 2012, 14:43
Dziękuję Wam wszystkim za kciuki i ciepłe myśli <pokłon>
Aniu_83 normalnie to nie widać nic po Brysi. Po prostu zrobiliśmy profilaktyczne badania w styczniu i cały czas wychodzi trochę krwi w moczu, której nie powino być. Z tym, że wet do którego chodzę jakoś wcale się tym nie przejął, dopiero sama dałam zrobić gdzieś indziej rozszerzone badanie moczu z posiewem i tutaj dopiero wyszło, że Brysia ma bakterię. Jestem wściekła, bo gdyby w styczniu się zrobiło takie badania to już dawno Brysia by była wyleczona, ale skąd ja to miałam wiedzieć
Na pocieszenie opowiem Wam za to, jakie miał bliskie spotkanie mój Tami i jaki z niego bohater jest. Przyleciały mi na murek z balkonu dwa gołębie (te duże takie parkowe, nie te zwykłe) i gruchając sobie przechadzały się tam i spowrotem. Tami, jak to usłyszał, to przyleciał pod okno przy kaloryferze i skamieniał i nie mógł się zdecydować, czy wskoczyć na parapet i zobaczyć co to grucha, czy lepiej nie bo to może straszny potwór jakiś. No i tak przykucnięty siedział, jak posąg z gałami na wierzchu. Tż w końcu nie wytrzymał i posadził go na drapak, który stoi przy tym oknie, żeby mógł sobie zobaczyć co to takiego. Tami, jak zobaczył te gołębię to już w ogóle dostał wytrzeszczu i skamieniał na dobre, a jak ptaszki odleciały to dopiero po chwili wskoczył na parapet tego okna i szorując brzuchem chodził po nim na ugiętych łapach - taki to z niego bohater i łowca <rotfl>
Aniu_83 normalnie to nie widać nic po Brysi. Po prostu zrobiliśmy profilaktyczne badania w styczniu i cały czas wychodzi trochę krwi w moczu, której nie powino być. Z tym, że wet do którego chodzę jakoś wcale się tym nie przejął, dopiero sama dałam zrobić gdzieś indziej rozszerzone badanie moczu z posiewem i tutaj dopiero wyszło, że Brysia ma bakterię. Jestem wściekła, bo gdyby w styczniu się zrobiło takie badania to już dawno Brysia by była wyleczona, ale skąd ja to miałam wiedzieć
Na pocieszenie opowiem Wam za to, jakie miał bliskie spotkanie mój Tami i jaki z niego bohater jest. Przyleciały mi na murek z balkonu dwa gołębie (te duże takie parkowe, nie te zwykłe) i gruchając sobie przechadzały się tam i spowrotem. Tami, jak to usłyszał, to przyleciał pod okno przy kaloryferze i skamieniał i nie mógł się zdecydować, czy wskoczyć na parapet i zobaczyć co to grucha, czy lepiej nie bo to może straszny potwór jakiś. No i tak przykucnięty siedział, jak posąg z gałami na wierzchu. Tż w końcu nie wytrzymał i posadził go na drapak, który stoi przy tym oknie, żeby mógł sobie zobaczyć co to takiego. Tami, jak zobaczył te gołębię to już w ogóle dostał wytrzeszczu i skamieniał na dobre, a jak ptaszki odleciały to dopiero po chwili wskoczył na parapet tego okna i szorując brzuchem chodził po nim na ugiętych łapach - taki to z niego bohater i łowca <rotfl>

