Póki co, koszmaru ciąg dalszy.
Obudził mnie o 2:50 i do 5:00 nie spałem - zwiedzaliśmy korytarz, łazienkę, kuchnię i nawet 3 razy byliśmy w pokoju rodziców. Każda wizyta tam trwała kilkanaście sekund ale była spokojna, bez ucieczki w panice.
Niestety J odmawia jakiegokolwiek jedzenia - smakołyków Cosmy (za którymi normalnie szaleje), suchego, mokrego.
W nocy otworzyłem nową puszkę mokrego bo miałem nadzieję, że może mu coś w poprzedniej nie pasowało i nowootwarta będzie atrakcyjniejsza.
Niestety nie.
Talerzyk z mokrą i miseczkę z suchą po pewnym czasie przestawiłem na parapet bo może nie pasuje mu zapach płynu do podłóg - to też nic nie dało.
Wyjąłem z kontraktu Feliwaya - nic nie dawał a może to przez niego J nie jadł?
Jeśli po moim powrocie do domu okaże się, że przez cały dzień znów nic nie zjadł to chcę go zabrać do weta, tylko co mu powiedzieć, o co poprosić?
To już czwarta doba na głodnego
