Mój bohater!
Wyjazdy wakacyjne wiążą sie z przygodami. W sobotni leniwy poranek, Lolek po śniadaniu siedział sobie na działce w domku, w drzwiach była siatka, kot wspominał wczorajsze ognisko, przy którym siedział na własnym leżaku, aż tu nagle do siatki podbiegł czarny potwór, łeb jak u konia, waga ciężka, wyglądał jak dog niemiecki (i pewnie nim był). Sam jego nos wciskający się w siatkę miał wielkość lolkowej głowy. Przez ułamek sekundy miałam wizję jak pies rozszarpuje siatkę, jednym klapnięciem zaciska szczęki na Lolku, po czym rzuca się na mnie, która próbuje uratować kota. Ale nie znałam jeszcze prawdziwego Lolka. Kot podszedł do siatki, stanął bokiem, znieruchomiał (ja również), wygiął grzbiet (ja już tego nie robiłam), z futra szybko nastroszył irokeza, z ogona jeszcze wybciej wydziergał szczotkę do mycia butelek i zatopił swoje pomarańczowe spojrzenie w czarnym demonie. Nagle usłyszałam warczenie, głośne, gardłowe, groźne (wszystko na g). Pomyślałam: No to już po nas, pies warczy przed atakiem. Ale potwór tylko spuścił wzrok, a przeciągłe warczenie wydobywało się z delikatnego gardła małego kotka. Lolek warczał i warczał, a pies lekko skruszony odszedł od siatki i stanął z boku. Właścicelka psa rączym kłusem znalazła się na naszej działce krzycząc :Moro! Moro! Chodź tu!
Ale Moro (czyli czarny demon)spacerował przed drzwiami jak na niewidzialnej smyczy. Właścicielka, ciągnąć psa, przepraszała za wtargnięcie, Lolek warczał nastroszony jak pod prądem, ja cały czas nieruchomo próbowałam nadal w myślach ratowac kota ze szczęk potwora Moro. Niespodziwani goście szybko oddalili się, Lolek na pożegnanie powarczał jak stary przepity wilk stepowy, powoli ułożył futro i stał się bohaterem rodziny!
Lolek za siatką
